tłumaczenie ze słuchu: Ereszkigal

Wywiad z Anne Rice dla www.lestat.com


Q: Co czułaś, kiedy dowiedziałaś się, że Kroniki Wampirów będą wystawiane na Broadwayu?

AR: Bałam się uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Bałam się, że to nigdy nie nastąpi. Byłam emocjonalnie przytłoczona, ponieważ tak bardzo chciałam, żeby to się stało. Właściwie to rozmawialiśmy o tym z Eltonem Johnem i Berniem Taupinem kilka lat temu, ale wtedy to nie udało się z różnych powodów. I teraz bałam się uwierzyć, że i tym razem... po prostu się bałam. Przygotowałam się na to (że nic z tego nie wyjdzie)*. Wtedy powiedziano mi, że muzyka jest już napisana, i że Elton zaprezentuje 5 piosenek ludziom z Broadwayu, po czym spytano mnie czy chcę przyjść na to spotkanie i posłuchać piosenek. Poczułam wtedy wewnętrzne podekscytowanie, ale najważniejsze było, kiedy Elton sam zadzwonił do mnie i powiedział, że zrobił to. Napisał całą muzykę i sam wysłał mi CD. Usiadłam rano w swoim gabinecie i wysłuchałam całego musicalu, i po prostu rzucił mnie na kolana. Pomyślałam, że to jest po prostu cudowne, pomyślałam, że jest urzekające, niesamowite.
Przeczytałam także scenariusz, który napisała Linda Woolverton i jej adaptacja uchwyciła dokładnie to, co powinno zostać uchwycone. Wszystko miało doskonałe natężenie, wszystko miało doskonały ton. To znakomita adaptacja. Każdy autor (pierwowzoru) chciałby, żeby jego praca została zaadaptowana w taki sposób, przez tak genialnych ludzi. Pod tym względem jest to najwierniejsza ze wszystkich adaptacji moich książek. Zastanowiło mnie, że to, co napisałam było w jakiś sposób... było bardziej związane ze sceną, niż z filmem. Być może dlatego, że jest w tym pewna operowa jakość. Nie wiem.

Q: Co z twoimi postaciami? Co czyni ich tak bogatym materiałem na scenę?

AR: Ich tragiczny wymiar, rozpacz, smutek, połączone z odrzuceniem. I odmowa poddawania się losowi, na przekór wszelkim okolicznościom. Idea, że życie może być piękne i pełne przyjemności, co jest powodem do tego, aby się nie poddawać. Oni (bohaterowie) nie zgadzają się na werdykt losu. To dziwne, wiedzą, że żyją w zepsutym świecie, ale są zdeterminowani. Dla mnie wampiryzm jest oczywiście metaforą kondycji człowieka.
Są (wampiry) wyrzutkami, outsiderami, potworami, ale także i my nimi jesteśmy. Uważam, że ci ludzie, w tym musicalu doskonale uchwycili ten tragiczny wymiar, tragiczny dylemat.

Q: Jaka jest myśl przewodnia w tej opowieści?

AR: Główne przesłanie jest takie, że nie ważne jak źle się mają sprawy, jak przeklętymi wydajemy się być, jak mroczny jest świat wokoło, to jednak mamy to życie samo w sobie i będziemy to afirmować, będziemy szukać dla niego znaczenia, jeśli zajdzie taka konieczność. Jeżeli nie znajdziemy żadnego sensu życia, żadnej mądrości w otaczającym nas świecie, to możemy to stworzyć sami, możemy to wykreować.

Q: Jaki był twój udział w powstawaniu musicalu?

AR: Zaproszono mnie abym cieszyła się całym tym procesem i właściwie to nigdy wcześniej nie pracowałam z bardziej przyjaznymi, wielkodusznymi i uprzejmymi ludźmi, z którymi praca dawałaby tak dużą radość.
Ale nie brałam czynnego udziału w przygotowaniach. Byłam tam po prostu po to, żeby się przysłuchiwać, cieszyć się tym i móc powiedzieć, że to jest niesamowite. Mogę to powiedzieć z całego serca i powtarzać to wciąż od nowa. Każdy kolejny etap tego był wspaniały.

Q: Jak się czujesz, kiedy widzisz aktorów odgrywających postacie, o których pisałaś w swoich książkach?

AR: Wszystko zależy czy robią to dobrze czy źle i w tym wypadku, w tym musicalu wszyscy zrobili to dobrze, osiągając za każdym razem doskonały ton. Była to jak objawienie, co sprawiło, że poczułam dreszcze. Prawie zaczęłam płakać dziś na scenie, kiedy Klaudia śpiewała: 'I want more', więc ukrywałam to, próbując się kontrolować, żeby nie wybuchnąć. Takich momentów było wiele, kiedy słuchałam różnych wykonawców. Oczywiście słyszałam jak Elton John śpiewał te piosenki i to też było cudowne. Jest to bezcenne wykonanie, którego, jak myślę, świat nigdy nie usłyszy - jego, śpiewającego te wszystkie piosenki. Ale wysłuchanie tych nowych głosów zwiększyło tylko przyjemność, zwiększyło zrozumienie tego.
To wychodzi na zewnątrz, na świat. Kiedy piszesz udręczona, w swoim pokoju, w mroczny, poplątany sposób, a to potem wydostaje się na świat. I może ludzie także w tym coś dostrzegą, i możliwe, że coś także z tego wyniosą. Czuję się absolutnie... wdzięczna, przytłoczona. Tak właśnie działa sztuka. Podejmujesz ryzyko, wypuszczając coś na świat. Ludziom może się to spodobać albo nazwą cię idiotą lub głupcem, ale kiedy podejmujesz takie ryzyko rodzi się coś nowego, żyje własnym życiem, własną filozofią. I to jest właśnie wspaniałe i ekscytujące.

Q: Jak myślisz, jakie będą reakcje fanów na to przedstawienie?

AR: Spodoba im się. Nie mam wątpliwości, że będą zachwyceni. Jest to doskonale to, czego chcą, to jest dogłębna kombinacja smutku i romansu; tego, co sobie cenią. Oni reagują żywo na to, co jest w książkach, utożsamiają się z bohaterami. Będą tym podnieceni. Chcę, żeby oni wszyscy to zobaczyli. Dostaję e-maile z całego świata, w których ludzie pytają mnie: 'Jak mogę zobaczyć ten musical?', ' Mieszkam w Brazylii', 'Mieszkam na Wyspach Kanaryjskich', 'Mieszkam w Niemczech'. Oczywiście będą mogli posłuchać nagrań, posłuchać muzyki i może któregoś dnia ten musical dotrze także do nich.


* dopiski w nawiasach moje (przyp.tłum.)