Anne Rice o Wywiadzie z WampiremW 1974 roku, kiedy skończyłam pierwszą, pełną odsłonę Wywiadu z wampirem, nie przypuszczałam nawet, że w roku 2000 nadal będę pisać o Lestacie i jego towarzyszach, ani że mój tragiczny bohater, Louis ciągle będzie nawiedzać moje myśli. To, co wiedziałam na pewno tamtej nocy, to że właśnie skończyłam swoją pierwszą, w pełni profesjonalną próbę w dziedzinie literackiej fikcji; książkę tak dziwną i ekscytującą dla mnie samej, że nie miałam żadnych wątpliwości przed podpisaniem się pod nią własnym nazwiskiem i rozpoczęciem długiej i trudnej drogi do jej publikacji. Osiągnęłam w niej coś, co wymykało się wszelkim moim analizom. Minęły prawie dwa lata, zanim książka znalazła się w księgarniach i nawet wtedy nie myślałam, że Louis był tak naprawdę odbiciem mnie samej, a całe uniwersum, w jakim istniał i funkcjonował, zostało zbudowane na bazie mojego własnego, zawiłego, pospolitego poczucia winy, połączonego z olbrzymią pasją życia. Nigdy nie miało dla mnie znaczenia to, że moją pierwszą powieść odbierano banalnie, jak coś w rodzaju książki autobiograficznej. Teraz jednak dotarło to do mnie, że zawsze, kiedy w swoich powieściach odwołuję się do zjawisk nadprzyrodzonych, to tak naprawdę dotykam tym samym własnej rzeczywistości. W tych osobistych doświadczeniach zawarta była zarówno rozłąka z Nowym Orleanem, który opuściłam, gdy miałam 16 lat, czy utrata wiary katolickiej w trzy lata później. Oczywiście postać Klaudii, dziecięcej wampirzycy, została zainspirowana osobą mojej własnej córki, Michelle, która zmarła na rzadką postać białaczki w jakieś dwa lata przed napisaniem tej książki. Ale te oczywiste w sumie fakty, z trudem przychodziło mi zaakceptować. Kiedy pracowałam nad każdą inną powieścią, nie byłam wstanie opisać swojego dzieciństwa w Nowym Orleanie, utraty matki, a następnie córki. Nagle w przebraniu Louisa mogłam oddać tę bolesną rzeczywistość. W oczach Louisa wszystko stawało się przystępne. W gotowej, opublikowanej wersji powieści następuje znacząca zmiana tonu. Louis, który pojawia się na początku, nie jest tym samym bohaterem z połowy. Pamiętam, że myślałam o tym i zastanawiałam się, na ile stanowi to problem, kiedy nagle dotarło do mnie, że ton na początku powieści doskonale koresponduje z tonem zakończenia. Wyszło to przypadkiem, ale zdało egzamin: uczucia początkowo cynicznego i zimnego bohatera, rozpalają się, nabierają barw, a na końcu znowu gasną i bledną. Co do reszty treści Wywiadu, zostawiam to krytykom i badaczom literatury, a także tym czytelnikom, którzy, nie będąc żadnymi z powyższych, zechcą się podzielić ze mną swoimi spostrzeżeniami i uwagami, a także efektem, jaki udało mi się dzięki tej powieści wywołać, o ile taki zaistniał? Praktycznie nigdy nie sięgam ponownie po lekturę Wywiadu z wampirem. Jest to dla mnie po prostu zbyt bolesne. I choć uważam, że filmowa adaptacja książki, wyreżyserowana w cudowny sposób przez Neila Jordana to prawdziwe arcydzieło, to jej także nie jestem w stanie oglądać, z tych samych powodów. Wywiad to mroczna książka. Jej język z założenia jest liryczny, a jej zasięg ograniczony. W zamierzeniu miała być zarówno trudna jak i urzekająca. Jeżeli coś oddziałuje na czytelników, to zazwyczaj albo totalnie, albo wcale. Tak właśnie powinno być z literaturą. Ta książka pozwala przyglądać się życiu z zewnątrz tak, że można wtedy dostrzec więcej niż tylko z czysto ludzkiej perspektywy.
|