Wampiry
Była ciemna, mroczna noc. Do tego padało. Jednak ani ulewny deszcz,
ani bijące wściekle błyskawice nie mogły dosięgnąć bohaterów naszej opowieści.
Schronili się w przybytku zwanym "Córka Drakuli"; będącym
rodzajem karczmy czy też gospody dla niedoszłych samobójców; bowiem nie
mogli
nigdzie
znaleźć znajomego "Srebrnego Kota".
Kłócili się zażarcie o to, co właściwie robią w tym miejscu. Pozwólmy im przeklinać
się na daremne i przyjrzyjmy im się bliżej.
Jest ich czworo, troje z nich to mężczyźni - mniej więcej przynajmniej.
Jest z nimi czarnowłosa kobieta, drobna i wyraźnie winna czemuś. Widać
to po jej minie. Patrzy niepewnym wzrokiem po twarzach towarzyszy, szczególnie
długo przygląda się młodemu, czarnowłosemu stworzeniu o różnobarwnych
oczach. Chłopak jest zaskoczony, ze zdziwieniem wodzi po zębach językiem
i przygląda się swoim paznokciom. Błyszczą. Podobnie jak pazury pozostałej
trójki. W ten sam sposób zachowuje się najwyższy, najchudszy i chyba
najbardziej odpychający osobnik - wodzi błędnym wzrokiem w koło i wyraźnie
nie wie, co, gdzie i dlaczego. To go złości. Podobnie jak drobne zmiany
we własnej aparycji - włosy, które zdecydowały się spłynąć jasnymi lokami
po chudych plecach, wspomniane paznokcie i zęby, dziwna bladość własna
i towarzyszy. Najspokojniej, o ile spokojnym można nazwać kogoś, kto
nie może wybrać miedzy śmiechem a wrzaskiem, wyglądał trzeci mężczyzna,
najdrobniejszy z całej czwórki. Nie dziwiły go ani szponiaste paznokcie,
ani szpiczaste zęby, ani też bladość skóry. Wyglądał na zadowolonego
z swojego skórzanego uniformu, srebrnych sprzączek i peleryny. Przeciągną
dłonią po włosach - długich, prostych i czarnych - i zamarł... Rzucił
okiem na towarzyszy, pozieleniał na twarzy, bowiem zblednąć bardziej
już się nie dało, złapał za rękę najwyższego i najbardziej pieklącego
się z nich i pognał do stolika. Pozostała dwójka, lekko wystraszona nagłą
zmianą sytuacji, poczłapała za nimi.
Warto dodać, że każde z nich miało włosy długie, z grzywką.
Skład ekspedycji badawczej, jak szumnie nazywali siebie miłośnicy badania
jakości trunków we wszelkich knajpach wszechwymiaru, był "stały". Adam
Kadamon, Morlen zwany Czarnym, Daniel de Bris i Isabelle Ler'risy powlekli
się do stolika, siedli i byli by tak zostali, wpatrując się ze zdziwieniem
we własne grzywki, gdyby nie Adam.
- To twoja wina - wyciągnął oskarżycielski palec w stronę Isabelle, zwanej
(zgodnie ze swoją przynależnością rasową) Wampi.
- Zdaje ci się - syknęła Wampi.
- Czy ktoś może mi wyjaśnić - Daniel (również wampir) przerwał im - czemu
MAM GRZYWKĘ?!!
- Kurwa...- Adam (mag) dopiero teraz zauważył, że coś włazi mu do oczu
i był wielce nie rad z tego powodu. - To twoja wina Wampi!!
- Mówiłem wam - Morlen (podobno mag) odezwał się bardzo cicho - że ona
paczy pole.
- Tyle, to ja też wam mówiłam - burknęła Wampi.
- Czyli wszyscy zgadzamy się, że to twoja wina, tak?
- Pieprz się Adam.
- Później mała, najpierw przeproś nas, skrzywiłaś czar.
- Czar czarem miśki - Morlen przerwał im. - Było do przewidzenia, że
trafimy gdzie indziej niż planowaliśmy. Ale, wiecie, mnie to martwią
te kły i inne oznaki...
- Nie no, bez jaj, grzywka jako oznaka wampiryzmu? - Daniel starał się
rozładować atmosferę.
- Dobra, spokojnie, przyjrzyjmy się faktom.
- Raczej własnej gębie się przyjrzyj Adam, źle to wygląda!
- Paszoł w buraki Czarny! Nie przerywaj - Adam Kadamon zaczerpnął tchu
zdeterminowany wyjaśnić sprawę do końca i ulokować winę jak najdalej
od własnej osoby. - Wiemy już, że nie jesteśmy w "Srebrnym Kocie'.
- PRZEPRASZAM!!! - Isabelle wrzasnęła na całe gardło. - Przepraszam...
- Eee, lalu, no co ty, przecież to było od razu wiadomo, że nie trafimy.
- Mówiłem ci Czarny... - mag złowieszczo pogroził kościstym palcem.
- Czy możemy porzucić romanse i zając się grzywkami? - Daniel nie dawał
za wygraną, wyraźnie nurtowała go zmiana fryzury.
- Ciesz się, że ci głowy z dupą na miejsca nie zamieniło w tym portalu...
- burknęła Wampi.
- Więc się przyznajesz!!! - Adam triumfował.
- Wszyscy wiecie jakie są moje portale, nie trzeba było leźć za mną,
tylko sobie, lenie zasrane, własne przejścia otworzyć.
Przy stoliku zapadła cisza. Isabelle miała rację, wszyscy znali jej możliwości
zakrzywiania czarów i niebezpieczeństwa, jakie niosły jej portale. Mino
tego dobrowolnie weszli za nią w fioletowy owal przejścia. Faktycznie
należało się cieszyć, że skończyło się na drobnych zmianach.
Zamówili drinki.
- Wiecie, martwi mnie jedna rzecz... - Morlen spojrzał na własne dłonie
- ...czuje się jak wampir.
- A co ty kurwa wiesz o wampirach? - Daniel zaśmiał się z politowaniem.
- A to, nietoperku, że w niektórych rejonach są blade, mają kły, szkliste
paznokcie i generalnie wyglądają jak...jak... - Morlen gorączkowo szukał
odpowiedniego porównania - jak Adam!!!
- Zabije cię Isabelle... - Kadamon był wyraźnie zdruzgotany faktami.
Wyglądało na to, że portal Wampi faktycznie zmienił ich fizyczność na
tyle, by mogli uchodzić za wampiry. Z gangu grzywki.
Na domiar złego bywalcy lokalu zaczęli im się uważnie przyglądać. Cała
czwórka schowała się za kuflami z piwem myśląc gorączkowo.
- Słuchajcie - zaczął ostrożnie Daniel - czy wierzymy w to, że istnieją
różne rzeczywistości?
- To był temat dyskusji trzy imprezy temu. Stwierdziliśmy, że tak.
- A skoro istnieją różne rzeczywistości, to jeśli my zamieszkujemy rzeczywistość
A, to rzeczywistość B może się objawiać u nas na przykład w książkach
lub innych opowieściach. Taki przeciek.
- O co ci...
- Nie, czekaj Morlen - Wampi uciszyła Czarnego gestem dłoni - on ma racje.
Historie prawdziwe na Ziemi Ludzi, gdzie mieszkałam, były opowieściami,
fikcją literacką w nis'Rinde.
- No właśnie - ucieszył się Daniel. - Bo ja ostatnio taka książkę czytałem,
gdzie były takie śmieszne wampiry, które chodziły do "Córki Drakuli"
i śledziła ich tajna organizacja uczonych i...
- Znam to.
- Zaraz, zaraz - Adam wyprostował się, rozejrzał po sali i prawie padł
na blat, usiłując "pozostać niezauważonym". - Też to znamy z Czarnym.
I kurwa... Albo mam bardzo posraną wizje albo przy stoliku obok siedzi...-
nie dokończył. Morlen zatkał mu usta.
- Talamaska - syknął zdenerwowany. Nagle twarze w koło wydały się faktycznie
bardzo znajome. Przerażał fakt, że pasowały nie tylko do opowieści jednej
autorki, a do wielu historii wampirzych.
- Myślicie, że jesteśmy w książce?
- Cztery piwa proszę!!!
- I litra czystej!!
Adam uderzył kuflem w stół, aż piana podskoczyła. W końcu, ku rozpaczy
towarzyszy i czasami własnej, na niego zawsze spadał obowiązek dowodzenia.
Podobnie teraz, trzy pary oczy wpatrywały się w niego tępawo, czekając,
aż zadecyduje "co dalej".
- No dobrze, wiemy już, ze jesteśmy w... jesteśmy gdzieś, gdzie nie powinno
nas być. Wznieśmy toast. Tak, pięknie. Wyglądamy jak wampiry.
- Taaa, serio.
Mag odpowiedział na zaczepkę pełnym pogardy spojrzeniem. Właściwie to
lubił dowodzić - wtedy "spojrzenie" siało większy popłoch.
Morlen, Isabelle i Daniel uprzejmie spuścili wzrok i pozwolili mu cieszyć
się chwilą.
- Ciekawe, ile tu jest wampirów? - zagadnął Morlen.
- Podobno mają pokoje na tyłach, gdzie się spotykają - Wampi wykazała
się znajomością literatury.
- Wiecie co, skoro ja jestem wampem, ona też, a wy i tak wyglądacie...
- Aua!!! Ugłyslem sie w jazykh. Kuhwa...
- Właśnie - Kadamon podchwycił - jak wampiry. Będziemy udawać wampiry.
- Taaa, serio?
- Zamknij się Isabelle i pomóż swojemu kochankowi, krwawi - mag zmrużył
oczy. Morlen zakrztusił się, nie wiadomo czy krwią czy wódką z piwem.
Isabelle natomiast siedziała oniemiała, zastanawiając się, jak tak wierutne
kłamstwo mogło ją zdenerwować.
- Jak już mówiłem, będziemy udawać wampiry. Nie będziemy się wyróżniać.
Dostosujemy sie...
- I nichby szo? Mam pysz khef? - Czarny nie uporał się jeszcze z ciężką
raną odzębną.
- Twoją kochanie, twoją - Adam nie dał się zaskoczyć. - To jak b...
- Jeśli powiesz "buraki" otworzę portal - Wampi zagroziła mu
całkiem poważnie.
- ...przyjaciele. Udajemy tutejsze wampy?
- A kurwa, czemu nie.
Adam uśmiechną się paskudnie, a nie było to dobrą wróżbą, zatarł ręce
i ryknął na cała gardło:
- CIERPIEĆ!!!
Szczęście, że Czarny zdążył postawić czar dźwiękoszczelny miedzy nimi
a resztą lokalu...
Minęło kilka chwil, a ani Isabelle, ani Daniel, ani nawet Morlen (najbardziej
wprawiony w odczytywaniu subtelnych znaczeń z tyrad Adama) nie wiedział czego
się od nich wymaga.
Minęło jeszcze trochę czasu i trójka przyjaciół zaczęła klasyczne rozmowy przy
piwie - głośne, nieskładne i bardzo radosne. Adam zacisnął powieki i starał
się wbić paznokcie w blat stołu.
Adam nie zdzierzył dłużej. Walnął kuflem w stół ochlapując towarzyszy pianą
i warknął:
- Dosyć. Od początku! - mag zaczerpnął tchu, a trzy pary oczy przy stoliku
i kilkanaście w innych częściach sali skupiło się na nim. - Ten w rogu z kamerą
to badacz Talamaski, tamtych dwoje to wampiry. I mam niejasne przeczucie...
- Adam, szczerze, kiedy ty miałeś niejasne przeczucie? Taki jasnowidz jak ty.
- Jak się schlał i niejasno widział, to przeczuwał niejasno, że obmacuje ciebie
albo Ise - Daniel służył wyjaśnieniem.
- DOSYĆ!!! - Adam wysyczał tę komendę dużymi literami. Nawet badacze Talamaski
poczuli respekt i odwrócili wzrok.
- Jak już mówiłem, mam niejasne przeczucie, że ten z chusteczkami to niejaki
Louis - cała trójka obracała się niedyskretnie kierowana przypuszczeniami Adama
i wpatrywała się w różne indywidua wpatrujące się w nich. - Schowany za płaszczami
stoi łowca wampirów...po glanach i mieczu sadzę, że to ten pajac Blade... jesteście
też świadomi, że obserwuje nas przedstawiciel klanu Nosferatu, choć co robi
w tej rzeczywistości, to święta grzybnia raczy wiedzieć.
- Czekaj Adam - Wampi przerwała magowi - jeśli tam siedzi Louis, to ten przystojniaczek
obok musi być Lestatem.
- A taki do naszego Orchida podobny - Morlen głośno powiedział to, co rzuciło
się w oczy całej grupie. - Przeraża mnie pomysł z alternatywną rzeczywistością...
- Ale tu jesteś, więc zachowuj się jak ci każe!!! Cierp do grzyba!!! - Zadziwiające,
że Kadamon potrafił być bardzo złowrogi z przysłowiowym uśmiechem na ustach.
- Jeśli nie chcecie być zdemaskowani, to macie robić to, co JA mówię. Jeśli
nie chcecie, żeby wszyscy wiedzieli, że są wśród nas...
Tu Adam ściszył głos do złowieszczego szeptu, a wszyscy podsłuchujący nadstawili
uszu.
- ...L...
- ...O...
Morlen pobladł i rozpłakał się, Isabelle zaraz za nim, rycząc w niebogłosy.
Daniel przez chwile krztusił się Krwawą Mery nim dołączył do chóru plączących.
Adam uśmiechnął się okrutnie:
- No! I tak ma być! Cierpieć!
- A wiecie co... - Isabell kichnęła prawie dyskretnie.
- Wysmarkałaś mózg? - zainteresował się Daniel.
- Debilu - Morlen jęknął do nikogo w szczególności.
- Nie, nie. Nie to - Isabelle nie dawała za wygraną. - Ja naprawdę jestem dosyć
nieszczęśliwa.
- Ooo! Serio?
- Tak. Moje buty nie chcą stukać - Wampi pociągnęła nosem. (A musisz wiedzieć,
czytelniku, że strach ofiary słyszącej za sobą stukanie stygmatycznych szpilek
znacznie poprawia walory smakowe posiłku wampira.)
- Zuch dziewczynka - Adam ucieszył się jak dziecko. - Cierpień banda! - rozkazał
z szerokim uśmiechem, przekonany chyba, że zalecenie o cierpieniu dotyczy wszystkich
poza nim.
Wyjął spod stołu termos i dolał każdemu z nich porcję krwi do drinka. Czerwona
ciecz natychmiast zwarzyła się w przypadku napitku Daniela - widać wódka była
jakaś mało... wampirza. Zielone piwo, które pił Morlen przybrało kolor "złotego
kociego gówna". Isabelle odetchnęła z ulgą - przynajmniej jej drink w oryginale
miał kolor czerwony i taki pozostał. Patrzyli z zakłopotaniem po sobie, łącznie
z Adamem, który wyraźnie nie spodziewał się takich alchemicznych reakcji.
- I co teraz?
- Udawajcie, że to wino - mruknęła Wampi i wzniosła toast za ukrytych obserwatorów.
Daniel z trudem wydrapał kleistą maź z kieliszka.
Tymczasem Louis, wampir okrutnie nieszczęśliwy; mający swoje odbicie w innych
rzeczywistościach w osobie Świętego Wampira od Cierpiących; nadstawił ucha
słysząc znajomą frazę i z gracja ruszył do stolika naszych bohaterów. Maślane
oczy, wyrażające chęć cierpienia z miłości prześlizgiwały się po czwórce zaskoczonych
przyjaciół aż w końcu spoczęły na najgorszym z możliwych obiektów. I nie była
to Isabelle Ler'risy.
Morlen i Wampi - instynktownie, bowiem przez lata wykształcili odruch obronny
przed takimi spojrzeniami - ryknęli śmiechem. Daniel ryknął by, ale tylko zacharczał,
po części instynktownie, a po części dlatego, że maź skleiła mu szczęki. Adam
pobladł. A potem pokrył się rumieńcem, również na iluzji.
- Można?
Wampir Louis stał nad stolikiem i zdenerwowany kręcił młynka palcami.
Wszyscy bywalcy knajpy wpatrywali się z napięciem to w niego, to w
czwórkę spod znaku grzywki. No, prawie wszyscy, bowiem wampir Lestat
zajęty był swoimi paznokciami.
- N...
- Ależ proszę! - Daniel wszedł Adamowi w słowo i szerokim gestem zaprosił
wampira do stolika. - Dobrze widzieć... brata w... mroku.
Isabelle zakrztusiła się drinkiem. Natomiast wampir Louis wyraźnie się
rozluźnił i dostawił krzesło obok Adama.
- Czemu zawdzięczamy tę wizytę? - Isabelle opanowała się na tyle, żeby
zapytać.
Od słowa do słowa wampir Louis opowiedział im historię swojego życia.
Czy raczej śmierci. Przez lata poszukiwał śladu po swojej ukochanej,
tragicznie zmarłej w skutek intryg zakochanych w nim wampirów. Posunął
się nawet do sensów spirytystycznych.
- ...i cóż może powiedzieć potępiony potępionemu? Dziś chyba odnalazłem...
Jak masz na imię panie? - Louis zwrócił się do Adama.
- A...
- Klaudiusz - Morlen wszedł Kadamonowi w słowo. - On ma na imię Klaudiusz.
- Doprawdy?
Wampir Lestat zmaterializował się po drugiej stronie Adama, wyraźnie
niezadowolony. Wyszczerzył żeby, ale w żaden sposób nie można było tego
grymasu nazwać uśmiechem.
- Drogi Louisie, pora na nas.
- Ależ Lestacie! Czyż nie widzisz tego podobieństwa? Te włosy, to spojrzenie?
Imię?
- Kur...
Adamowi i tym razem nie dane było skończyć zdania. Para wampirów zagłuszyła
go kłótnią na temat podobieństwa do jakiegoś trupa.
- Zaraz, zaraz panowie - Adam nie dawał za wygraną - kto jest podobny?
Do kogo?
- Ty - warknął Lestat. - Do niej! Przybyłeś tu, by mnie dręczyć!
- Ależ mój drogi, to jest reinkarnacja jedynej istoty, którą kochałem!
Jak możesz go tak traktować? Teraz możemy odkupić nasze grzechy!
- A jak to chcesz to zrobić? - Morlen wtrącił się do dyskusji.
- Będę go kochał - Louis oświadczył z przejęciem. - Zamieszkamy razem
Kaludiuszu.
- Nigdy! - wrzasnęli razem Lestat, Adam i Morlen.
- Ależ koniecznie! - zakrzyknął Daniel. - Zabierzcie go!
- No bez jaj...
- Cicho siedź Czarny - syknęła Isabelle do ucha Morlena. - Tak będzie
dla wszystkich lepiej. I zabawnie. Sam zobaczysz...
- Nie zgadzam się - oświadczył Adam. Widać było, że nareszcie otrząsnął
się z szoku i stara się zapanować nad sytuacją.
- To świetna okazja, żebyś też cierpiał - podsunęła Isabelle. - Ty będziesz
cierpiał z nim. On będzie cierpiał z tobą. My będziemy cierpieć bez ciebie.
A on z zazdrości. Wszyscy cierpią. Twój plan wejdzie w życie Adamie!
Jesteś genialny!
Przysłuchujący się tej przemowie Louis wyglądał na bardzo zadowolonego.
Na wargach zakwitł mu uśmiech, a białą dłonią przykrył dłoń Adama. A
przynajmniej próbował...
- Spierdalaj! - warknął Adam. Nie zdążył niestety wypluć innych przekleństw.
Wampir Lestat zjeżył się cały, złapał go za poły kurtki i przyciągnął
do siebie.
- Jak śmiesz tak mówić do mojego pięknego Louisa! Ty marna reinkar...
- Zostaw go! Ja go kocham! - krzyknęły dwa głosy, z czego jeden z nich
- należący do Morlena natychmiast powiedział "ajajaaaj, Wampi, nie bij".
- Ale ja go nie kocham - Adam wypluł słowa w twarz Lestata.
- Jak śmiesz znieważać Lou... Na pewno go nie kochasz?
- Na pewno.
Louis zaniósł się spazmatycznym płaczem.
- Skrzywdziłeś go. Cierpi przez ciebie - stwierdził oczywisty fakt Lestat.
- Nie mogę na to pozwolić. Musisz umrzeć.
- Doprawdy? - Adam uśmiechnął się i ugryzł wampira Lestata w nos.
Po kilku chwilach goście "Córki Drakuli" stali przyciśnięci do ścian.
Niektóre stoliki płonęły. Ze stolika Adama i spółki zostały tylko nogi.
Jedna z nich była wbita w bezgłowe ciało. Głowa z blond lokami leżała
na kolanach Louisa, który wyraźnie nie mógł się zdecydować, którą cześć
ciała przyjaciela ma opłakiwać.
W końcu ciszę przerwał Daniel:
- Może byśmy poszli pocierpieć gdzie indziej Adamie?
Anna Góra
15.03.2004
|