Klaudia: cytatyByła po prostu tak niepodobna do Lestata i do mnie, że z trudem rozumiałem jej zachowanie. Bo choć była małym dzieckiem, to jednak też dzikim i gwałtownym mordercą, zdolnym teraz do bezlitosnej pogoni za krwią, przy całej swej dziecięcej grymaśności. choć była nadal malutkim i pulchnym dzieckiem o okrągłych paluszkach, zdarzało się, że zastawałem ją wciśniętą w oparcie mojego fotela, czytającą dzieła Arystotelesa i Boecjusza czy jakąś nową powieść, przywiezioną właśnie zza Atlantyku. Albo grała na fortepianie muzykę Mozarta, której dopiero co słuchaliśmy poprzedniej nocy, a której tony zapamiętała swym nieomylnym uchem. Grała z koncentracją, co sprawiało, że wyglądała nieco upiornie przy klawiaturze, bez końca wsłuchując się w dźwięki. Klaudia była całkowitą tajemnicą. Nie sposób było zgadnąć, z czego zdaje sobie sprawę, a z czego nie. Przyglądanie się jej w chwili, gdy zabijała, było wstrząsające. Była moim towarzyszem, moją uczennicą. Długie godziny spędzaliśmy razem. Coraz szybciej pochłaniała wiedzę, którą jej ofiarowywałem. Łączyło nas ciche porozumienie, którego na próżno szukałbym u Lestata. O brzasku zostawała ze mną, jej serce biło przy moim. jej dusza i umysł były duszą i umysłem wampira i nim się zorientowałem, doszła już do pełnej kobiecości. Zaczęła mówić też więcej, choć nigdy nie wyszła z roli uważnego słuchacza i godzinami mogła mnie słuchać cierpliwie, bez przerywania. A przecież coraz bardziej widać było, że jej twarzyczka lalki ma całkowicie dorosłe, pełne świadomości oczy, już nie dziecka lecz dorosłej osoby, a jej niewinność zaginęła gdzieś po drodze, przejawiając się zaniedbanymi zabawkami i pewną utratą cierpliwości. Było coś przerażającego i zmysłowego w jej kształcie, gdy przysiadywała na kanapie w małym nocnym szlafroczku z koronek wyszywanych perełkami. Stawała się potężną uwodzicielką, jej głos był równie czysty i słodki jak poprzednio, chociaż miał teraz brzmienie, które było zdecydowanie kobiece, a czasami ostrość jej głosu była szokująca. ty miałaś serce niepodobne do żadnego, które kiedykolwiek czułem. Serce, które biło i biło, aż musiałem cię zostawić, odrzucić od siebie, ażebyś nie przyspieszyła za bardzo mojego tętna i nie zabiła mnie. To Lestat odszukał mnie tutaj. Louis, sentymentalny Louis przyłapany na uczcie z małego złotowłosego dziecka, świętego niewiniątka, malej dziewczynki. Przyniósł cię ze szpitala, gdzie się potem znalazłaś i nawet nie mogłem się domyślić, co zamierza poza tym, że chciał uprzytomnić mi moje własne powołanie, moją naturę wampira. 'Weź ją, skończ, co zacząłeś' - powiedział. I znów poczułem pragnienie tej krwi. Och, wiem, że straciłem cię teraz na zawsze. Widzę to w twoich oczach! Patrzysz na mnie tak, jak patrzysz na ludzi śmiertelnych, z góry, z chłodną wyniosłością, której nie mogą zrozumieć. Ale zrobiłem to. Ja nie mam ludzkiej natury. I żadne opowiadanie o matczynych zwłokach i pokojach hotelowych, gdzie dzieci uczą się potworności, nie są w stanie obudzić jej we mnie. Po prostu jej nie mam. Twoje oczy nabierają chłodu, gdy mówię ci teraz o tym. A przecież mówię twoim językiem. Mam te same uczucia względem prawdy i tę samą potrzebę docierania do sedna tego wszystkiego, co ważne Zabijam każdej nocy ludzi. Zwodzę ich, przyciągam blisko siebie, z nienasyconym głodem, ciągłym, nigdy nie kończącym się poszukiwaniem czego... czegoś, co nawet nie wiem dokładnie, czym jest... (...)Nic mnie nie obchodzi, skąd przyszli, dokąd chcieli pójść. Gdyby nie stanęli na mej drodze, byliby mi obojętni. Dawała mi odczuć przepaść, która nas dzieliła. W pewnych latach naszego wspólnego życia myślałem o niej trochę tak, jak myślałem o Lestacie. Że wchłonęła w sposób naturalny instynkt i pęd do zabijania, choć dzieliła mój gust w innych sprawach. Teraz już wiedziałem, że była mniej ludzka od nas obu, mniej niż nawet obaj mogliśmy to sobie wyobrazić. Nie przeszła jej nawet przez myśl najdrobniejsza sympatia i współczucie dla ludzkiej egzystencji. Pięknym dzieckiem (...)Czy naprawdę myślisz, że jestem jeszcze dzieckiem?(...) Tak, przypominam jej lalkę. Jestem jak jej lalka. Czułem, że oddala się ode mnie, czyni mnie karłem wobec swoich olbrzymich potrzeb. Odczułem nawet dziką zazdrość w stosunku do tej maleńkiej, lalkowej damy, ponieważ ona, choć na chwilę, dała jej coś, co zatrzymała blisko przy sobie. W mojej obecności zachowywała się teraz tak, jakby w ogóle mnie nie zauważyła. Nienawidziła mnie, pogardzała mną, jak sama wyznała, i moje serce kurczyło się od tego w środku. Pozbawiła mnie miłości, która podtrzymywała mnie przez całe życie. Zadała mi śmiertelny cios. Jak nożem. Umierałem za nią, za tę miłość, jak umierałem już pierwszej nocy, gdy Lestat dał mi ją, i gdy zwróciła ku mnie swoje oczy, wypowiedziała moje imię; za tę miłość, która ogrzewała mnie w mojej nienawiści do samego siebie i dzięki której mogłem w ogóle żyć. Och, jak dobrze rozumiał to Lestat i teraz, w końcu, jego plan wypełnił się. Ona jest dla ciebie epoką, epoką twojego życia. Jeśli kiedykolwiek z nią zerwiesz, zerwiesz z jedyną żyjącą osobą, która dzieliła z tobą ten czas. Boisz się po prostu tej separacji, tego brzemienia, zasięgu wieczności. Ona. Tak jakby nigdy nie istniała. Jakby była jakimś nielogicznym, fantastycznym snem, zbyt cennym i zbyt dla mnie osobistym, by zwierzać się z niego komukolwiek. W dodatku snem już przebrzmiałym. Odwróciła się na plecy. Światło prześwitywało przez cienką białą zasłonę. Tak, tam. Dziecko, dziewczynka. Siedziała na krześle pod ścianą. Klaudia była moim dzieckiem mroku, moją miłością, złem mojego zła. Klaudia złamała moje serce.
Tak właśnie postąpili z tą wspaniałą i delikatną istotą, jaką stworzyłem wlewając wampirzą krew w obdarte, porzucone dziecko z obskurnej, hiszpańskiej kolonii Nowego Świata. Chciałem, aby zostało moim przyjacielem i uczuciem, moją miłością oraz muzą, a także towarzyszem polowań. Tak, również córką. Zobaczyłem Claudię zupełnie wyraźnie... drobny portret na porcelanie, złociste włosy, niebieskie oczy. Coś dzikiego oraz prawdziwego występowało w tej ekspresji mimo cukierkowych barw i owalnej ramki. Czy ja kiedykolwiek posiadałem taki medalion? Medalion. Przeszedł mnie dreszcz. Pamiętałem ułożenie jej włosów. Znowu poczułem, jakby była bardzo blisko. Gdybym zwrócił głowę w tył, może zobaczyłbym ją w cieniu za mną, z ręką na oparciu krzesła. moja mała Claudia, towarzysz podczas łowów i perfekcyjny zabójca przypadkowych ofiar... wampir par excellence. Właśnie ta nęcąca, ponadnaturalna siła skłoniła ją do zwrócenia się przeciwko swemu twórcy. Tak, ona była jedyną podobną do mnie istotą. I to może być przyczyną, że teraz mnie nawiedza i prześladuje. Dlatego że była piękna i umierająca, i dlatego że pragnąłem się przekonać, czy to się uda. Po prostu dlatego że leżała tam i nikt jej nie chciał, a ja podniosłem ją z łóżeczka i trzymałem w swoich ramionach. Ponieważ to było coś, czego mogłem dokonać - czuję się jak płomyk świeczki w kościele rozpalający inny płomyk, lecz wciąż zachowujący własne światło. Mój własny akt stworzenia. Czy nie możesz tego pojąć? W jednej chwili jest nas tylko dwóch, a w następnej troje. Ona nie była już prawdziwym wspomnieniem. Stała się jedynie gorączkowymi snami, obrazem w szpitalu w dżungli, postacią stojącą na tle słońca w Georgetown, duchem przemykającym przez cienie Notre Dame. W życiu nigdy nie była moim sumieniem! Nie Claudia, moja bezlitosna Claudia! Czysty sen. Być może, w zakamarkach serca, znacznie bardziej obwiniam Louisa za mój obecny stan, niż kiedykolwiek mogłabym winić mojego impulsywnego i prostego Lestata. Prawda zaś wygląda tak, że jeden z nich musi umrzeć, gdyż inaczej ból we mnie nigdy nie zelżeje, a nieśmiertelność jest jedynie monstrualną miarą tego, jak będę cierpieć aż do skończenia świata. Jeden musi umrzeć po to, żeby drugi stał się jeszcze bardziej zależny ode mnie; żeby był jeszcze wierniejszym niewolnikiem. Potem wyruszę na wyprawę po świecie. Postawię na swoim. Nie mogę znieść ich obecności, chyba że jeden z nich stanie się moim sługą w myśli, mowie i uczynkach. - Ona jednak chciała fotografii, dagerotypów. Swego obrazu na szkle. Była wściekła, jak ci już wspomniałem. Lecz wiele lat później, kiedy dotarliśmy do Paryża, tej cudownej nocy, zanim jeszcze dowiedzieliśmy się o istnieniu Teatru Wampirów i potworów, które ją na koniec zniszczyły, odkryła, że magiczne obrazki można robić także w nocy, przy sztucznym świetle. |