Ereszkigal i Madame Kadamon wypluwają swoje "ale" na temat dzieła książkowego Królowa Potępionych. Dyskusja miała miejsce na forum Różoryżowców. Tu prezentujemy jej zedytowaną wersję.


ERESZKIGAL: Nie wiem czy przypadkiem nie jest to wina polskiego przekładu, ale druga lektura tej książki jakoś mnie odrzuciła. Wszystko wydaje się być płaskie, plastikowe. Oczywiście pierwszy zarzut jest odnośnie klimatu. Ta część w porównaniu do poprzednich zupełnie na tym wytraca. Jak coś dla mnie nie ma klimatu to mogę sobie odpuścić (dotyczy to też filmów i to stanowi, w mojej ocenie, najgorsza wadę filmu).

MADAME KADAMON: Przede wszystkim, patrząc na całą serie o wampirach (z przekartkowaniem pobieżnym Merrick, która to książka na razie mnie nie zainteresowała, oraz pochłaniając żarłocznie Blood and Gold, które uważam za objawienie literackie) uważam, że Królowa, mimo tego, że ma inną narrację jest po prostu częścią większej całości. Całości, która jest na wysokim poziomie, w której występuje spójny świat, związki przyczynowo skutkowe, legendy trzymające się kupy i tym podobne. Podoba mi się, że krążące nad ziemią duchy pojawiają się w różnych książkach, również w serii o Mayfairach.

Narracyjny chaos:

ERI: Książka jest nieco chaotyczna; najpierw trzeba się przyzwyczajać do przekładańca fabularnego, później mamy straszne rozbieżności; niektóre rozdziały krótsze , niektóre dłuższe, niektóre wątki nie służą niczemu i są zbędne np. romans Daniela i Armanda, historia Baby Jenks...
Autorka zamiast skupić się na budowaniu właściwego klimatu wokół Lestata, zamiast rozbudować tę postać, wplątuje w fabułę cały tabun postaci planu 2 i 3. Stąd niedopracowany jest nie tylko główny bohater ale i ci którzy pojawiają się po raz pierwszy, a których jest stanowczo za dużo.

KADAMI: Tutaj nie zgadzam się z twoja opinią, mnie bardzo odpowiada taki zabieg literacki przeplatania różnych wątków, łączenia ich na chwilę i ponownego rozdzielania, opisywania akcji z różnych punktów widzenia. Odpowiada mi przyjrzenie się z bliska przeróżnym wampirom i nagromadzenie postaci. Dla mnie to znak mistrzostwa w panowaniu nad tekstem. Rice kontrolowała nie tylko Lestata ale jeszcze legion przypadkowych bohaterów. Dla mnie opowieść jest przez to bardziej prawdziwa.
Trochę przypomina mi to cykl Sapkowskiego o Wiedźminie. Każda część sagi zaczynała się rozdziałem o jakimś przypadkowym bohaterze. Świat przez to stawał się pełniejszy.

Starożytne legendy i ich rozczłonkowanie:

ERI: Nie podoba mi się idea starożytnych wampirów i w ogóle rozwijanie legendy podanej w WL. A właściwie nie tyle idea starożytnych wampirów jest zła co sposób w jaki opisuje je Rice. Legenda bliźniaczek i powstania gatunku jest bardzo fajna ale w oderwaniu od reszty - i w oderwaniu od stylu Kronik - mi to po prostu zabija klimat.
Czasy antyczne i to tak odległe antyczne ja 4 tysiąclecie p.n.e. nieprzyjemnie kontrastują z tym co było pokazane w WZW i WL, które oprócz arcyciekawej fabuły miały cudownie rozwiniętych literacko bohaterów i niezapomniany klimat wieku XVIII i XIX. Tu tego nie ma, tu mi brakuje 2 zasadniczych elementów, stąd ta powieść mnie nie rzuciła na kolana, nie porwała, nie zachwyciła i jakoś nie chce mi się do niej wracać.
Już w WL przeszkadzał mi wątek z wampirami starożytnymi, najpierw Mariusz, potem legenda egipska. Przełknęłam to jakoś bo w ustach Mariusza mit o wampirach był tylko mitem , ukazanym właśnie w dość ogólnikowy sposób, który stwarzał możliwości manipulowania tą historią w późniejszych książkach. w KP Anka wyłożyła kawę na ławę, opowiedziała całą legendę ze szczegółami. Nie zostawiła czytelnikowi miejsca na wątpliwości i domysły i zamknęła sobie drogę na inne rozwiązania kwestii powstania wampirów.
Tajemnica wampirów nie powinna być ukazana - ani łopatologicznie(kaznodziejsko) wyłożona jak w KP właśnie. Powinna być taką romantyczną legendą, złożoną z poszarpanych i nie przystających skrawków, której w całości nie da się odczytać, lub, co jest jeszcze lepsze możliwe jest jej bardzo różne odczytanie. Taka jest moja opinia.

KADAMI: Znowu całkowicie się nie zgadzam. Mam duży sentyment do Kahymana (pewnie dlatego, że wyobraziłam go sobie w przyjemny dla mnie sposób), do bliźniaczek (po prostu dlatego, że są rude) i przede wszystkim do Mariusza (może nie tak starożytnego, ale moim zdaniem jedynego rozsądnego z całej bandy).
Legenda bliźniaczek czytała mi się chyba najlepiej przy 2 czytaniu. Uważam, że jest w uroczy sposób makabryczna, te rozłąki, okaleczenia, zawiść i barbarzyństwo niby oświeconej królowej Akashy. Poza tym ktoś pomyślał o tym, żeby wytłumaczyć o co chodzi, skąd się to wszystko wzięło, a nie bazować na dziecinnym "BO TAAAAAAAAAK". To również podchodzi u mnie pod "spójność i sensowność świata wykreowanego". Istnienie wampirów zostało wytłumaczone. Miało powód. Fajnie, że pisarka zastanowiła się nad tym.
Ja jestem całym sercem za racjonalizmem, praktycznością i kontrolą uczuć. Dlatego lubię Mariusza. Lubię starożytność symetryczną, racjonalną i mądrą. Nie lubię epoki romantyzmu. Jest to sprawa osobistych preferencji, ale wole, jeśli coś ma jasny powód.
Poszarpane kawałki legendy uważam za dobry pomysł, ale nie od nas zależy, bo Rice już napisała Królową, cieszmy się z tego, że wiemy na czym stoimy. Poza tym sen o bliźniaczkach spełniał warunki "układanki". Podobnie przypowieść o Ozyrysie z WL. Tajemnica poszukiwania jest, tyle że w samej Królowej. Chyba że dodasz błądzenia Klaudii i Louisa.

Wampirze języki:

ERI: Język powieści jest strasznie prosty, w sensie- za prosty, prosty na modłę amerykańską. Bohaterowie zatracają swój styl i indywidualność, co najbardziej uwidacznia się w dialogach: Louis, Mariusz, Gabriela...oni wszyscy brzmią tak samo, a to co mówią to nieistotne frazesy. Dlaczego?
To może być wina tłumaczenia, bo w trakcie lektury oryginału czegoś takiego może się nie odczuwa, no ale nie sadzę by tłumacz to upraszczał, raczej starał się jeszcze ukwiecić (co mu marnie wychodzi).
Wszystkie wampiry poza chyba Baby Jenks i co najlepsze- wszyscy ludzie poza Davidem mówią jednakowym stylem przypominającym współczesną amerykańską sieczkę. Dyskutują na baaaardzo niskim poziomie o baaardzo istotnych sprawach (tu patrz argumentacje na linii Akasha- Lestat, Akasha- reszta wampirów)

KADAMI: Tłumacz zapił, Rice dała ciała.

Bohaterowie:

ERI: Postacie są nijakie. Przynajmniej większość. Wina oczywiście leży w tym , że jest ich za dużo i za dużo nowych zostało wprowadzonych na raz, jakby autorka strasznie chciała zapchać nimi fabułę. Na przykład Pandora- jej pojawienie się niewiele wnosi, uratować Mariusza mógł każdy np. Armand, ale nie to jest najistotniejsze, tylko to , że poza tym , że Rice ją wprowadziła to nie zadbała o nic więcej. Papierowa marionetka.
Mariusz...hmmm Mariusz ten wielki intelektualista w tej książce jakoś traci na swojej mądrości, jego argumenty powinny obnażyć głupotę planu Akashy, jego język powinien być wyrafinowany. Poza tym przez całą akcję roznosi go chęć mordu na Akashy za jej ucieczkę...po namyśle stwierdzam , że może to i dobrze, przyda się trochę emocji w tej książce.

KADAMI: Chwilowo jestem bezkrytyczna, co do tej postaci, więc nie skomentuję sprawy utraty intelektu. Jeśli chodzi o chęć mordu ? To każdemu się zdarza.

ERI: Mael, Eryk, powiem szczerze: pierwszy wydał mi się kompletnym kretynem, drugiego nie kojarzę haha. Czy ktoś mi może wyjaśnić dlaczego w tej książce są postacie które nic nie wnoszą do fabuły sensownego?
Armand o dziwo zmienia oblicze - wyobraźcie sobie, zrobił się z niego kochający tatuś:) W ogóle ten romans Armanda z Danielem stanowi jeden z niewielu klimatycznych elementów tej książki i podobał mi się prawdę mówiąc(pomijam egzaltowany styl), ale znów- co ma Armand i Daniel do afery a Akashą? Ta historyjka wydaje się oderwana od całej fabuły.

KADAMI: On nadal, w moim odczuciu zachowuje się jak rozkapryszany szczeniak, czyli nie zmienił się. Pokazuje tylko różne strony swojej osobowości. Ale i tak go lubię. Taki denerwujący czarny charakterek, ze skłonnościami (niestety!!!) do dewotyzmu i męczeństwa.

ERI: Daniel- chyba jest niezrównoważony lekko, ale i sprytny w tym niezrównoważeniu bo w końcu upolował sobie wampira! a to sztuka wielka- na dokładkę po przemianie zachowuje się jak 6-latek wiecznie rozradowany i uchachany nawet w obliczu zagrożenia.
A teraz nasza mega gwiazda Lestat. I tu najgorsze gromy polecą na jego głowę. Wieczny buntownik, wywrotowiec, niezależny, szalony i nieobliczalny nagle zostaje sprowadzony do roli...bezwolnego, zaślepionego niewolnika. I to mi się bardzo nie podoba! Lestat w tej książce jest marionetką, a za sznurki pociąga Akasha. Czy tak powinien zachowywać się Lestat, godzić się na wszystko, choć w duchu się temu sprzeciwia? Prawdziwy Lestat sprzeciwiłby się Akashy od początku, wszczął z nią walkę, nawet irracjonalną i pozbawioną szans. przecież właśnie TO ją w nim pociągało jego nieokiełznana natura.
Albo inaczej- powinien pokazać swoją złą naturę i poprzeć w pełni Akashę w jej planie, pławić się w krwi niewinnych, ale tego oczywiście nie napisałaby Rice, która strasznie tę postać wybieliła od czasów WZW.
Tak czy siak nie umiem sobie wyobrazić Lestata jako pionka. To nie jest rola stworzona dla tej postaci. Tak naprawdę w tej książce brakowało mi Lestata przez cały czas. To pierwszy taki moment kiedy Anka straciła kontakt ze swoim ulubieńcem, a przez to i ja- czytelnik.

KADAMI: Chłopak się zakochał i tyle. Też się zdarza. Pomyśl sobie, że przychodzi do ciebie super sexy święty z ołtarza i czyni Ci awanse. Też chyba byś straciła rezon na chwilę. Do tego byłabyś lekko oszołomiona muzyką, własną do tego.

ERI: Wątek Jesse i Maharet- jeden z sensowniejszych, bo bardzo ściśle powiązany zarówno z wątkiem Akashy i Lestata jak i Legendy o Bliźniaczkach. Jesse jako postać nie podobała mi się zbytnio; jak na kobietę szaloną, widzącą duchy zbyt słabo opisana, jak na intelektualistkę zbyt niepoważna. Obawiam się, że Rice nie mogła znów się zdecydować w którą stronę pójść, przez co postać jest niepełna.
Maharet i świta...kurcze czy wampiry wszystkie są święte? W KP cała czereda anielsko dobrych wampirów, które przypominają mi duchy opiekuńcze, walczy z jedną, prawdziwie złą postacią. Zastanawia mnie czemu Rice nie podzieliła bohaterów na 2 przeciwne obozy. Jakoś to wszystko nie pasuje mi do natury wampirów.
Przy okazji Jesse jeszcze- bardzo podobał mi się wątek nowoorleański i pamiętnik Klaudii. Powrócił tym samym na chwilę ulotny klimat znany z WZW. Gdybym miała wybrać z KP ulubiony fragment to byłby to ten właśnie epizod.

KADAMI: : Wiesz, wydaje mi się, że Maharet jednak jest "prawdziwa". Gdyby coś takiego faktycznie istniało, to ona była by właśnie taka. Ponoć wampiry są takie same jak za życia, tylko bardziej. Maharet jest dobra, dba o swoją rodzinę. Weź pod uwagę że była prostą kobietą, z zupełnie innego świata niż istniejący obecnie. Ludzkość była na innym szczeblu rozwoju i liczyły się proste rzeczy. Instynkt.
Maharet była matką, a każda matka instynktownie chroni dziecko. Wydaje mi się, że z racji życia 6000 lat temu ten instynkt był w niej jeszcze bardziej "pierwotny" niż w dzisiejszych matkach i stąd pragnienie ochrony rodziny. Poza tym myślę, ze jedynym sposobem przetrwania tysiącleci jest podzielenie ich na dni, znalezienie sobie zajęcia, czegoś co się kocha. A ona kochała swojego dzieciaka, i tak dalej, aż do Jesse. Taka terapia.

Akasha i jej plan:

ERI: A teraz co mi się podoba. Troszeczkę makabry niewidocznej w innych Kronikach. Plan Akashy- co prawda język jakim się posługuje ta postać jest okropny jak i pozostałych, ale ogólnie to by mogła być ciekawa bohaterka gdyby oczywiście AR nie postanowiła jej zabić. Akasha ma wyraźne i krańcowe idee- trochę mi w tym przypomina zbuntowana nastolatkę, bo ludzie w młodym wieku zazwyczaj maja takie nierealne pomysły.
Ogólnie jej plan "zbawienia" jest naiwny, głupi i ...seksistowski, czyli wszystko to co potępiamy współcześnie. Przez to właśnie Akasha przestaje być groźna, tajemnicza, a staje się naiwna i śmieszna. Moja teoria jest taka, że najciekawsza była kiedy siedziała nieruchomo na swoim tronie:)

KADAMI: Akasha jest, moim zdaniem prymitywna, również z powodu tego, że urodziła się bardzo dawno temu, kiedy ludzie myśleli inaczej. A jej plan? Już mówiłam kiedyś, że przypomina mi działania Lilith. Zabić facetów. Ale moim zdaniem dobrze, że została tak a nie inaczej przedstawiona - nie szkoda mi jej.

Inne przyjemności:

ERI: Podoba mi się opowiastka o Baby Jenks( znowu- w zupełnym oderwaniu od głównych osi fabularnych). Była taka ucieszna. Poza tym głupiutka wampirzyca i jej nie wiele mądrzejsi koledzy zaznaczyli się trochę swoimi charakterkami i język jakim się posługują jest charakterystyczny w przeciwieństwie do powszechnego w tej książce bełkotu.

KADAMI: Cały wątek współczesnych wampirów wzorujących się na beczeniu Louisa wygląda tak, jakby AR sama dla siebie napisała fanfika.

ERI: Podoba mi się romans Armanda z Danielem. To chyba jedyny śmiertelnik co się wyróżnia- tylko nabrał jakiejś takiej straceńczej odwagi po tym ataku Louisa i żaden wampir mu nie straszny:) Armand za to zamienił się najpierw w kochaneczka gołąbeczka, potem w troskliwego tatusia, a może 2 w 1?? W każdym razie - gdzie jest ten mroczny, wredny uwodziciel z WZW i Lestata? Ogólnie jednak miałam niezły ubaw podczas czytania ich romansu a i opowieść nabrała typowego- wampirzego i ryżowego klimatu.

KADAMI: Typowy związek sado-maso. Armand się miota, bo z jednej strony tęskno mu do pasa, którym go Mariusz okładał, a z drugiej strony chciałby sam mieć nad czymś kontrolę.

Ostatnie słowo o zgodności cyklowej:

ERI: No i to co już napisałam: gdyby to była inna pisarka i inna opowieść to Legenda o Bliźniaczkach byłaby bardzo ładna. Bardzo ciekawa jako osobna książka , a jeszcze chętniej zobaczyłabym film oparty na tej legendzie. Ale...no właśnie , powieść ta jest częścią cyklu i pojawia się w określonym kontekście. Kontekście nie tylko treści, ale i pewnych typów bohaterów, pewnych prawd i ryżowych mądrości i ryżowej filozofii.
Tego wszystkiego nie ma w KP, jest to książka czysto komercyjna, w złym tego słowa znaczeniu, dodatkowo pełna błędów konstrukcyjnych. Sądzę , że sama Rice traktowała ją nieco eksperymentalnie i chyba przyznała , że KP nie ma ducha poprzednich powieści.
Ja dodam tylko od siebie , że w moim przekonaniu Złodziej Ciał jest takim powrotem Anki do uduchowionych, pełnych znaczenia Kronik , które nie bazują na fabularnych i formalnych fajerwerkach, ale na tym co dla mnie zawsze stanowiło istotę jej powieści: skomplikowany świat głównych bohaterów, ich złożona osobowość i niepowtarzalny klimat, który czaruje i uwodzi.
Jeżeli miałabym wskazać książkę która łączy w sobie taką właśnie konstrukcyjnie udziwnioną fabułę z duchowością ryżową to byłaby to Godzina Czarownic. Tu Anka nie popełniła już takich błędów jak przy KP.

KADAMI: Jeśli chodzi o zgodność z innymi Kronikami, to faktycznie, ta książka jest inna. Pierwsza, która ma narracje 3-osobową, dzieje się współcześnie i ma aż tak dalekie retrospekcje. Zapewne dlatego, że Rice przemyślała świat, w którym umieściła akcje. Dla mnie inna, nie znaczy gorsza lub lepsza. Po prostu inna. Może Rice nie chciała się powtarzać, chciała napisać coś nowego, innego. Myślę, że jej wyszło.
Jeśli chodzi o klimat, to ja nadal widzę tu bardzo wyraźny klimat "rice'owy". Są charakterystyczne dla niej zabiegi literackie, język, zawiłości fabuły itp. Wywiad i Lestat są opowieściami z czasów przeszłych, Królowa jest współczesna. W ogóle Rice zaczęła swoją sagę trochę od środka. Ale ja to absolutnie rozumiem. Napisała świetną parę wampirów Louisa i Lestata i w koło nich zbudowała cały świat. Tyle, że w pewnym momencie Lestat przestał być najważniejszy, bowiem stał się częścią większej układanki. Kiedy zaakceptowałam to, z wielka przyjemnością czytałam żywoty wampirów, a nie tylko szukałam gdzie przewija się Louis i Lestat. Poza tym jestem wdzięczna Anne Rice, że od czasu do czasu daje sobie spokój z cierpieniem dla samego cierpienia i jej bohaterowie wykazują się jakąś radością życia.