tłumaczenie : Ereszkigal
Anne Rice: Lestat na Broadwayu: jednym słowem: wspaniały!Nowojorska premiera Lestata miała miejsce 25 kwietnia 2006 r. Z wielką radością pragnę donieść, że byłam tam, w premierowy wieczór, oczarowana i zdumiona, i chcę opowiedzieć dokładnie o tym, co zobaczyłam. Ale pozwólcie, że najpierw powiem to: Nigdy tak naprawdę nie stworzyłam postaci Lestata de Lioncourt. On żyje i oddycha na kartkach dziewięciu różnych książek, które napisałam. Ale jak narodziła się ta postać, to jest coś, czego nie umiem wyjaśnić. Nie bez przyczyny piszę tutaj o Lestacie, jakby był on cudzym dzieckiem. Istnieje on gdzieś tam, samoistnie, od początku. Tak, postać Lestata powstała z inspiracji moim mężem, Stanem - jego wigorem i urodą, jego wolą i jego odwagą. Także mój syn, Christopher dorósł do tego, aby stać się Lestatem i jest to zagadka, którą trzeba mieć na względzie. Jest także Lestat moim alter ego, kochankiem, muzą i nie pozwalającym się wodzić za nos bohaterem mojej kalekiej, pozbawionej płci duszy. Kocham tego faceta. Przemierzam świat, spoglądając od czasu do czasu jego oczyma. Przez dziesięciolecia nie potrafiłam wyrazić niczego inaczej, jak tylko głosem Lestata. Więc kiedy jakaś produkcja przedstawia Lestata w sposób doskonały, jak ten jedyny w swoim rodzaju i całkowicie oryginalny musical Eltona Johna i Berniego Taupina, nie mogę po prostu mamrotać o tym pod nosem z fałszywą skromnością. To byłoby bezcelowe. Jestem zbyt oczarowana, zbyt upojona, zbyt szczerze podekscytowana. Wróćmy teraz do tego, co wydarzyło się tydzień temu, na scenie Palace Theater w Nowym Jorku. Po latach oczekiwania z mojej strony, zobaczyłam jak kurtyna idzie w górę, i kto jest na scenie, jak nie mój bohater: kompletny i całkowity, tak w pełni rzeczywisty, że znalazłam się na krawędzi łez. Hugh Panaro był gigantem, kiedy poruszał się po scenie z gracją pantery. Jego głos był lśniący i bezkresny, kiedy wykonywał bogatą, melodyjną i prawdziwie cudowną muzykę Eltona Johna. Genialne teksty Berniego Taupina zawarły w sobie samo sedno tego bohatera. Lestat przekazuje w nich nam: Jestem młody, jestem silny, jestem taki jak wy!...i umrę niebawem! Dlaczego mówię takie rzeczy, skoro mój bohater jest istotą nieśmiertelną? Kiedy myślą przewodnią tego musicalu jest, że będzie on żył wiecznie? Ponieważ my wszyscy: nieśmiertelni i śmiertelnicy, jesteśmy istotami uwięzionymi w czasie, ale z pewną świadomością wieczności i to o tym z całą pewnością była ta sztuka. Od razu wiedziałam, że ta produkcja to triumf; i że, do momentu opadnięcia kurtyny, nigdy nie zawiedzie. W tych pierwszych kilku minutach nastąpiła eksplozja: była tam i szaleńcza odwaga, talent i moc - by pokazać wierną adaptację tego, co próbowałam jakoś wydobyć na światło dzienne po długich i gorączkowych drążeniach pokładów mojego umysłu. Żwawo i bez wysiłku musical postawił na drodze bohatera Carolee Carmello jako Gabrielę, matkę Lestata. I ze zdumiewającą mocą, aktorka ta uczyniła prawdziwy cud, ukazując głębię tej postaci, która zawsze wymykała się nawet mojemu własnemu rozumieniu. A jednak to była Gabriela - a także Gabriela i Lestat razem. W chwili gdy typowa więź pomiędzy matką a synem została przekroczona, alchemia tej metafory wyzwoliła niemy szał. Było tam na scenie po prostu dwoje zwykłych ludzi, którzy kochali się bezwarunkowo, ale z całkowitą, trawiącą ich potrzebą. Temperatura sięgała zenitu. Publiczność była zauroczona. Można było wyczuć w teatrze prawdziwą euforię. Rozpoczęła się wielka burza oklasków. Prędko podróżowaliśmy do alternatywnego świata, w którym nasze najbardziej prozaiczne sprawy i największe udręki mogą zostać ujawnione i zbadane, aż do samych korzeni. Cała ta noc mijała w ten sposób, z niespodzianką goniącą niespodziankę, głębią ustępującą większej głębi, z widzami, którzy często mieli łzy w oczach. Roderick Hill był wrażliwy, uwodzicielski i rozdzierający serce jako przyjaciel Lestata z dzieciństwa, Nicolas. Allison Fischer porwała widownię jako Claudia, dziecko-wampir, kobieta uwięziona na zawsze w ciele małej dziewczynki, nie nauczona współczucia, a jednak pogrążona w cierpieniu. Jim Stanek był ucieleśnieniem Louisa, tragicznego, ogarniętego żalem towarzysza Lestata. Jako zaciekły antagonista, prawdziwy oskarżyciel w procesach przeciwko Lestatowi, Drew Sarich był dogłębnie ujmujący i frapująco sympatyczny. Starożytny Mariusz objawił swoją cichą moc w osobie Michaela Geneta, ofiarując Lestatowi mądrość w miejsce rozpaczy. Każdy głos w tym zespole był potężny, elastyczny i bezwstydnie wspaniały; piosenki wytryskiwały jedne po drugich. Fabuła, reżyseria, libretto i inscenizacja, wszystko to posuwało się naprzód z nieodpartym wyczuciem czasu, dzięki geniuszowi Roba Rotha i Lindy Woolverton - dopóki wreszcie nie opadła kurtyna i nie zdjęła z nas tego hipnotycznego zaklęcia. Nie chciałam, żeby to dobiegło końca. Chciałam pozostać z moim ukochanym Lestatem. Prawdziwie uroczysta radość zapanowała w teatrze. Byłam świadkiem satysfakcjonującego triumfu. To była jedna z najszczęśliwszych nocy w całym moim życiu. Oczywiście cała myśl przewodnia tego musicalu jest romantyczna, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Jest w tym zamierzona przesada. Lestat to esencja człowieka romantycznego, uczuciowego, który wzniósł swoją intuicję i swoją wolę ponad głos tej władzy, która mogła go skazać na egzystencję w królestwie potępionych. W jego osobie, wampir staje się metaforą outsidera, żyjącego w każdym z nas, drapieżnika w każdym z nas, istoty wyobcowanej, buntowniczej. Istoty, która pragnie żyć wiecznie, a także znajdować się w objęciach czyichś kochających i wybaczających ramion. To przedstawienie jest o odkupieniu, spełnieniu, gdyż bohaterowie nigdy się nie poddają w dążeniu do osiągnięcia go. Jest także o przekraczaniu granic w jakikolwiek możliwy sposób. Stworzenie musicalu tak czystego i tak zaangażowanego w stawianie wielkich pytań to każdorazowo policzek w twarz znudzonego świata. Jak śmiecie mówić szczerze o naturze dobra i zła w operowym kontekście, mógłby ktoś zapytać. Jak śmiecie wzywać imienia Boga? Jak śmiecie pokazywać postacie, które zastanawiają się czy Bóg w ogóle istnieje i obchodzimy Go my i nasze cierpienia? I przede wszystkim, jak śmiecie podkreślać fakt, że ci bohaterowie są po to aby wyrazić nasze najgorsze obawy i nasze najsilniejsze tęsknoty? Jak śmiecie robić to wszystko poprzez doskonałe, rozrywkowe i prawdziwie piękne dzieło sztuki? Lestat nie pozwala sobie na jakikolwiek cynizm, ironię czy kamp1. Ambicja i spełnienie są tu olbrzymie. Postać głównego bohatera i sama sztuka dociera prosto do serca publiczności i zamieszka w nim. Czy dziwi to kogoś, że każda piosenka w tym przedstawieniu jest szlagierem? Że okrzyki uznania towarzyszą nie kończącym się oklaskom? Że ukłony po przedstawieniu spotkały się z owacją na stojąco? Wyjdziecie z teatru wdzięczni za tę energię, jaka tkwi w tym dziele, wiedząc, że nigdy nie będziecie w stanie w pełni zanalizować w jaki sposób i dlaczego te dziwne, ekscentryczne i nadzwyczajne postacie zmieniły waszą duszę. Historia teatru przeszła długą drogę od Epidauros2 do Palace Theater. Nowe formy dramatyczne olśniewają nas i nadal będą olśniewać. Ale tylko scena wydobywa tę magię, jaką dostrzegłam w Lestacie. Tylko żywi ludzie, aktorzy zbierający się razem na jakiś nieprzerwany okres czasu, kiedy to mogą razem występować i odsłaniać przed nami swoje serca, mogą dokonać tego zdumiewającego wyczynu. Oto, co zobaczyłam i co czułam 25 kwietnia 2006 roku, na premierze tego musicalu. Nie mam wątpliwości, że moi czytelnicy, jak świat długi i szeroki, pokochają go i przyjmą. Nie mam wątpliwości, że Lestat przeszedł z literatury do legendy w tym boskim, teatralnym wcieleniu, jeszcze za mojego życia.
|