Pandora: cytatytłum. Jacek Spólny Wyciągam ręce ku ofierze, z którą nie pójdzie mi łatwo: ku mojej przeszłości. Możliwe, że umknie i nie będę jej w stanie dogonić. Tak, czy owak, staje przed ofiarą, z jaką jeszcze nigdy się nie zmierzyłam. I odzywa się instynkt myśliwego, podniecenie tym, co świat współczesny określa mianem śledztwa. Zwracam na tych śmiertelnych baczniejszą uwagę. Tacy są świeży, egzotyczni, a zarazem soczyści; wyglądają tak, jak musiały wyglądać tropikalne ptaki oglądane oczami śmiertelnego dziecka: tryskają trzepoczącym, buntowniczym życiem, chciałam łapać je razem z ich witalnością, żeby biły skrzydłami w mych rękach, chciałam pochwycić lot, mieć go na własność, wziąć choćby jego część. Ach, ta okropna chwila dzieciństwa, kiedy przypadkiem zdusi się życie jaskrawoczerwonego ptaka. Gdy żyję w dwudziestym wieku i oglądam nieskończoną procesję intryg i śmierci w kinie czy telewizji, na całym Zachodzie, zastanawiam się, czy ludzie tego jednak nie potrzebują, czy nie jest im niezbędny widok morderstwa, masakry, wszelkich postaci śmierci. Czasami program telewizyjny zmienia się w nieprzerwany łańcuch gladiatorskich potyczek lub morderstw. Zostałam upojona winem, skąpana we krwi zabitego byka i wirowałam jak szalona. W głowie szumiało mi od litanii do Izydy. Przyrzeczono nam powtórne narodziny! 'Nigdy nie mów, nigdy nie mów, nigdy nie mów...' Jak nowicjusz mógł powiedzieć cokolwiek na temat rytuałów, kiedy był tak pijany, że mało co pamiętał? Znałam bowiem całą absurdalność fatum, fortuny i natury, nagą prawdę o nich. Nie jest jej w stanie znieść żaden człowiek. Być może opis mojego stanu przyniesie innym ludziom pociechę. Wszystko co najgorsze przychodzi niespiesznie, ale z czasem mija.
Prawda wygląda tak, że nikogo nie można na to przygotować, nie można też wyrazić tego językiem. Czasami napływała fala uniesienia, uczucia wolności od wszystkich zafałszowań i konwenansów, sposobów na uwięzienie ciała i duszy.
Później ukazała się moim oczom potworność takiej swobody, jak gdyby nie istniał żaden dom, a mrok wdzierał się wszędzie. Długie noce żałoby i płaczu były odpowiednikiem inicjacji w świątyni Izydy; upojono mnie śmiercią; zrozumienie przyniosło przemianę.
Było po wszystkim, a bezsensowny świat wydawał się znośny i nie wymagał tłumaczenia. Tak miało już pozostać, a ja jak idiotka myślałam, że jest inaczej.
Sytuacja wymagała czynu. wiesz, co jest tutaj potrzebne nauczycielowi filozofii? Trzeba kłamać. Z jak największą szybkością zarzucać młodych słowami bez znaczenia, zamyślać się, gdy się nie zna odpowiedzi, paplać bzdury i przypisywać je dawnym stoikom. Skupiłam się na myśli o bogini, żarliwie chciałam w nią uwierzyć. Nienawidziłam obłudy, z jaką wykorzystywałam świątynię i kult, choć wtedy nie wydawało mi się to istotne. Musisz być jak Matka Izyda. Samodzielna. Nie ciąży na tobie zadanie odnalezienia utraconego męża ani ojca. Jesteś wolna. Wedle woli przyjmuj mężczyzn w miłosne objęcia. Należysz do Matki Izydy. Pamiętaj: to bogini kochająca, przebaczająca, bogini o nieskończonej wyrozumiałości, bo ona też cierpiała! Wiedziałam, że wszystko, czego doświadczamy, jest symbolem czegoś innego, że rytuały polegają na odgrywaniu innych wydarzeń. Wiedziałam, że nasze praktyczne umysły wyprowadziły obrzędy z głębi duszy na świat, żeby nie był on kompletnie pozbawiony sensu. Gdy spojrzałam na piękne, białe kwiaty, pomyślałam: 'W swojej mądrości, Matko, każesz im rozkwitać'. A chodziło mi tylko o to, że świat pełen jest spraw, które należy cenić, szanować, że przyjemność sama w sobie jest pochwałą świata - ona zaś, Izyda, była wcieleniem tych idei, zbyt głębokich, by można nazwać je myślami. Ulegać to nie to samo, co podlegać. Znaczy to oddawać cześć. Mówię o życiu roztropnym, o słuchaniu mądrości własnego ciała. Mówię o ostatecznej inteligencji dobroci, radości. większość nikczemników to zwykli idioci. Przekonuje mnie o tym całe życie. Naprawdę chytry i zły człowiek trafia się rzadko. Powodem znacznej części nieszczęść jest partactwo. Niedocenianie bliźniego! Chcę cię chronić, chcę, żebyś pozostała przy życiu, z dala od niebezpieczeństw, żebyś mogła rozkwitnąć tak, jak ci przeznaczono. Twe płatki nie są nawet osmalone na brzegach, spójrz na siebie, twoja śmiałość rozpala urodę! Brat nie miał szans wobec twojej wiedzy i sztuki przemawiania. Do tego oczarowałaś i zniewoliłaś żołnierzy, nie wzbudzając w nich ani razu niechęci. Czeka cię wiele lat życia! Nie mów, że cię już nigdy nie zobaczę. Niech ci się nie zdaje, że zniosę to tak samo jak wszystko, co się dotąd zdarzyło. Nie mam tu nikogo, aż znienacka zjawia się ten, który odcisnął w mym dziewczęcym sercu znak tak głęboki, że szczegóły są równie wyraźne jak na drobnej monecie. Bóg Amon Ra powstanie na wschodzie i pójdę do niego, jego śmiercionośne promienie mnie zabiją. Stanę się ofiarą z ognia, żeby was wszystkich unicestwić, was, którzy zrodziliście się ze mnie i przemieniliście przez moją krew! Chciwe, kapryśne bóstwa, które chętnie wykorzystałyby naszą moc dla własnych niecnych celów. Została zdarta zasłona, która całe życie wisiała pomiędzy mną , a światem; w prawdziwych barwach i kształtach ujawnił swój jasno uświadamiany cel: królowa wpatrywała się przed siebie, nieruchoma tak samo jak król. Życie nie potrafiłoby powtórzyć takiej absolutnej pogody ducha, takiego ostatecznego paraliżu. Usłyszałam, jak z kwiatów spadają krople wody, mikroskopijne kropelki, uderzające o marmurową posadzkę, upadek najmniejszego listka. Odwróciłam głowę i ujrzałam go, zwiniętego i kołyszącego się na płytach, pojedynczy liść. Słyszałam ruch wiatru między baldachimem a złotym sufitem. A płonące języki lamp śpiewały.
Świat jawił mi się jako tkanina pieśni. Wielobarwne mozaiki pełgały światłem, potem utraciły wszelką formę, w końcu nawet wzór. Ściany rozmyły się w obłokach barwnej mgły, w której można błądzić nieskończoność, a tam siedziała Królowa Niebios, panując wszystkiemu w absolutnym i nienaturalnym milczeniu. Świat odrodził się, wszystkie systemy oparte na sceptycyzmie i egoizmie rwały się jak pajęcze nici, które miał unieść wiatr. Moje chwile rozpaczy były jedynie wycieczkami w bluźniercza i samolubna krainę czerni. Ach, jaka piękna jest prosta noc (...) Chyba jej ubliżamy, mówiąc o sensie i celu, gdy taka zwyczajna chwila jest pełna błogosławionego planu i spokoju. Wszystko podąża swoim biegiem. Noc nie miała mnie już nigdy opuścić, stała wiernie we wszystkich otwartych drzwiach, wdzierając się przez nie źdźbłami trawy i żylastymi gałęziami oliwek, które chwytały poświatę księżyca. Pojęłam , że w samym centrum stworzenia może leżeć coś tak nieopanowanego i niepojętego jak szalejący wulkan, którego lawa niszczy tak samo drzewa, jak i poetów. Moim zdaniem ludzie powinni się bardziej starać. Z każdą nową ofiarą próbuję bardziej zgłębić naturę zła. Przeraża mnie każda religia, która wysuwa fanatyczne żądania lub twierdzenia, argumentując to wolą boga. Nowe chrześcijaństwo nie dość, że się rozprzestrzenia, to na dodatek zmienia się w każdym nowym miejscu; przypomina zwierzę, które pochłania miejscową faunę i florę, czerpiąc z tego pożywienia jakąś szczególną moc. widzę miłość. Widzę ją w człowieczych zmaganiach. Dostrzegam jej niezaprzeczalną obecność we wszystkich dokonaniach człowieka w dziedzinie poezji, malarstwa, muzyki, dostrzegam ludzką miłość bliźniego i odmowę przyjęcia cierpienia jako ostatecznego losu.
Najpiękniejszą rzeczą pod słońcem i księżycem jest ludzka dusza. Zdumiewają mnie małe cuda dobroci, jakie wyświadczają sobie ludzie. Zdumiewa mnie rozwój świadomości, uparte trwanie rozumu w obliczu przesądów i rozpaczy. Zdumiewa mnie ludzka wytrwałość. Jeżeli wybierzesz życie w ciele, trudne życie człowieka, który może poruszać się w czasie i przestrzeni, walcz o nie. Jeśli wolisz ludzką filozofię, podążaj ku mądrości, żeby nic nie mogło cię nigdy zranić. Mądrość to siła. Stwórz z siebie, kimkolwiek jesteś, istotę obdarzoną siłą. Ale wiedz jedno: wszystko pod słońcem jest spekulacją. Wszystkie mity, religie, filozofia, historia - to same kłamstwa. |