Zygmnunt Kałużyński i Tomasz Raczek

Rozmowa o Wywiadzie w wampirem - fragment książki Poławiacze pereł



'Tomasz Raczek: - Panie Zygmuncie, jak się okazuje, życie wampira wcale nie jest szczególnie tajemnicze, ani wyjątkowe. Co prawda, rzeczywiście mieszka w trumnie i nadal odżywia się ludzką krwią, ale podlega tym samym stresom i frustracjom, co my i nawet nie bardzo się cieszy ze swojej nieśmiertelności, ponieważ jego życie jest nudne. W każdym razie to właśnie wynika z filmu Wywiad z wampirem, gdzie powyższe myśli wyraża sam wampir podczas wywiadu, udzielanego dziennikarzowi (gra go Christian Slater).

Zygmunt Kałużyński: - Otóż, panie Tomaszu, ja również byłem zaskoczony tym filmem. Podejmuje on jeden z wielkich, mitologicznych tematów ekranu, sprowadzających się do wiedzy przerażającej, lecz prostej: wampira zabija światło słoneczne, więc musi on spędzać dzień, leżąc w trumnie; odżywia się krwią ludzką i może swoje ofiary przekształcać w wampiry.

TR: - Są jeszcze dodatkowe elementy: na przykład instrukcje, jak zabić wampira za pomocą kołka z osikowego drzewa. No i obiekt największego zainteresowania wampirów - piękne, młode kobiety. Tymczasem Wywiad z wampirem pokazuje, że wampiry lubią też ładnych mężczyzn.

ZK: - Neil Jordan wykorzystał temat wampiryczny, żeby pokazać w gruncie rzecz parę homoseksualną. Wampir, Tom Cruise, zamienia młodego człowieka, granego przez Brada Pitta, w wampira, ponieważ chce go mieć, jako kogoś bliskiego. Treścią filmu jest nieustanna walka między tymi dwoma bohaterami o przewagę uczuciową, co jest zresztą bardzo życiowe, niekoniecznie charakterystyczne tylko dla homoseksualistów.

TR: - Czyli Wywiad z wampirem to po prostu opowieść o miłości homoseksualnej?

ZK: - Nie tylko, ale o tym również. Cruise, który walczy bez przerwy o duszę, bliskiego jego sercu Pitta, posuwa się do tego, że daje mu wampira-dziecko, aby niejako związać tę rodzinę. Wie pan, że chodzę do kina już całe lata, ale nie zetknąłem się z taką rolą jak ta, którą tu wykonuje dwunastoletnia Kirsten Dunst. Gra ona dziewięcioletnią sierotkę, którą Cruise zamienia w wampirka z duszą dorosłej kobiety; ze świadomością, wrażliwością, cierpieniami, tragedią osoby, która nie może wyrosnąć, a jej jedyną rodziną jest właśnie owych dwóch związanych uczuciowo wampirów. I ta małoletnia aktoreczka potrafiła to wszystko pokazać. Co prawda Lewis Carroll, autor Alicji w krainie czarów, twierdził, że takie dziewczynki mają już w pełni charakter kobiecy, ale bez jego późniejszej interesowności.

TR: - Jordan koncentruje się na tych elementach psychiki kobiety, które są pozbawione seksualności.

ZK: - Właśnie, sytuacja wszystkich tych osób to wieczne cierpienie. Przecież w gruncie rzeczy jest to film tragiczny.

TR: - Słyszałem nawet, że w USA interpretuje się Wywiad z wampirem tak jak Filadelfię. Mówi się, że to film o AIDS, gdyż są w nim daleko idące skojarzenia między rozprzestrzenianym za pomocą krwi wampiryzmem a przenoszonym również przez krew wirusem HIV. W końcu nie ulega wątpliwości, że aby zostać wampirem, trzeba zostać zarażonym wampiryzmem. Robi to Tom Cruise na początku filmu - zaraża swoją krwią pięknego młodzieńca, Brada Pitta, w którym się zakochuje. Jest więc to metafora groźnej zarazy eliminującej ludzi z życia i przenoszącej ich w stan zawieszenia między życiem a śmiercią.

ZK: - Jest to typowo amerykańska interpretacja, mylnie łącząca AIDS z homoseksualizmem, co jest nieprawdą, gdyż AIDS jest chorobą ludzkości, a przypadkowo został nagłośniony dzięki kilku pierwszym przypadkom chorych homoseksualistów, które się zdarzyły właśnie w Ameryce.

TR: - Wywiad z wampirem to film amerykański, zrealizowany na podstawie amerykańskiej powieści, Anne Rice, przy udziale amerykańskich aktorów, Toma Cruise i Brada Pitta, ale jednak reżyser, Irlandczyk, Neil Jordan, wyraża esencję kina europejskiego. To twórca Gry pozorów i W imię ojca. Tyle, że dostał do dyspozycji wielkie, amerykańskie pieniądze, którymi zapłacił za tę skomplikowaną, postmodernistyczną opowieść o wampirach, które nie lubią kobiet. Praktycznie nie ma kobiet w tym filmie, bo jeśli nawet są, to tylko jako mięso wampiryczne, czy raczej krew do wypicia dla wampira.

ZK: - No nie tylko, mamy jeszcze ową małą Klaudię...

TR: - Która jest czarnym charakterem, bo dopuszcza się zdrady.

ZK: - Wszyscy tu są czarnymi charakterami i to jest też pewna prawda o ludziach, że są drapieżnikami. Wszyscy trochę żyjemy z krwi innych. Pitt jest zresztą na tyle wyrozumiały, że stara się o matkę dla tej małej - przekształca w wampirzycę pewną piękność. Zaraz potem obie zostają zgładzone przez klub wampirów w Paryżu, co jest najoryginalniejszą sceną w tym filmie - zostają one zamknięte w lochu, do którego zagląda wschodzące słońce, zamieniając je w skamieniałe, czarne posągi (wyglądające cokolwiek jak owi odkopani z lawy w Pompei), które się rozsypują w proch, kiedy zrozpaczony Pitt odnajduje ich zwłoki. Mamy tu okrucieństwo życia, tragizm polegający na trudności porozumienia się i potrzebie zrozumienia, miłości. A więc klimat inwersji seksualnej i jeszcze bardziej egzotyczny temat wampiryzmu, czyli zupełnej fantastyki horrorowej.

TR: - Tyle że w owym 'klimacie wampiryzmu' nie ma ani trochę metafizyki, czy prawdziwego horroru. Niczego, co było w poprzednich filmach z wampirami. Tutaj wampirów się nie boimy!

ZK: - Mało tego, wręcz im współczujemy! To są dzieje serc ludzkich, wyolbrzymione, przebrane w podwójny kostium wampiryczny oraz inwersyjny. Ten film, który z taką śmiałością sięga w zakątki duszy ludzkiej, bardzo rzadko, nigdy prawie, w ten sposób nie pokazywane w kinie, jednocześnie przynosi refleksję na temat społeczne, bo główny wampir został nim jeszcze w XVIII wieku, gdy był plantatorem, wyzyskiwaczem niewolników.

TR: - Powiedziałbym, że ten film zagląda w zakątki duszy w sposób poetycki, oryginalny i fascynujący, ale raczej płytki. Dużo tu efektów i nastrojów, jest nawet trochę perwersji, ale użytej tylko dla dekoracji. Natomiast ciekaw jestem, co pan sądzi na temat, który wywołał już wiele sporów. Chodzi o sprawę obsadzenia roli Lestata. Gdy producent filmu, David Geffen, podpisał kontrakt z Tomem Cruise, zaprotestowała sama autorka powieści. W czasie kręcenia zdjęć wytwórnia filmowa była pikietowana przez wielbicieli tej kultowej jak się okazuje książki, próbujących uniemożliwić aktorowi grę w filmie. Tym, którego chcieli znawcy wampirów, miał być Julian Sands.

ZK: - Zgadzam się absolutnie, panie Tomaszu, że Cruise jest wręcz szkodnikiem w tym filmie - ilekroć nastrój narracji zaczyna na nas działać, jego pojawienie się sprawia, że wszystko siada. Jest to wybitny aktor do ról inteligentnych młodych ludzi, dających sobie za pomocą przebiegłości radę w życiu, i miał już parę takich osiągnięć, ale zupełnie nie pasuje do postaci, która wymaga tajemnicy, siły władczej i poetycznego promieniowania.

TR: - Myślę, że brakuje mu szczególnie tego ostatniego. Ale za to mamy dużo owego promieniowania w grze Brada Pitta, który wyrósł na pierwszoligowego bohatera w Hollywood.

ZK: - Rozmawiamy o tym filmie z niejakim przejęciem dlatego, że został on wyposażony w klimat ludzki, który jest w dziedzinie wampirologii śmiałością, nowością, odkryciem. Natomiast jako kinu mamy mu do zarzucenia coraz więcej. Także rozwiązanie Wywiadu z wampirem przynosi zawód, ale pytanie czy można było te sprawę rozwiązać w inny sposób, bo problem podobnego dramatu właściwie nigdy nie ma końca.

TR: - Ta powieść, panie Zygmuncie, ma parę tomów.

ZK: - Właśnie, a to jest dopiero pierwszy tom, czyli grozi nam jeszcze coś więcej.'*



Nasze 'ale'

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie dodali kilku słów komentarza do tej rozmowy:

Eri: Jak się okazuje, panowie Raczek i Kałużyński też mogą się mylić, a w tym przypadku zdarza im się często. Trudno mi się zgodzić z kilkoma zarzutami i interpretacjami. Przede wszystkim razi mnie patrzenie na ten film przez pryzmat współczesnych bolączek: AIDS czy homoseksualizmu. Owszem, Rice sama nie ucieka od skojarzeń homoseksualnych, ale dla mnie ta powieść, a zarazem film, jest o czymś zupełnie innym, wykracza poza barierę płci, jest bardzo uniwersalnym dramatem ludzkich namiętności. Co ciekawe, recenzenci odrzucają metaforę AIDS, ale piszą, że WZW to film 'o wampirach, które nie lubią kobiet', i że w pewnym sensie jest to opowieść o związku homoseksualnym, ukrytym za parawanem wampiryzmu. Dla mnie jest to bardzo powierzchowne patrzenie na ten obraz.

Rhiannon: Ja bym tak od razu panów recenzentów nie osądzała. Wiele z tego, co napisali podoba mi się i daje do myślenia. Recenzja jest całkiem wartościowa, moim zdaniem. Ale z drugiej strony wiele w tej recenzji sprzeczności i zdań nie do końca odkrywczych. Ciągnięcie tematu homoseksualizmu jest dla mnie już meczące i nudne. Wiadomo na pierwszy rzut oka, co łączy Louisa i Lestata. Kolegami z pracy nie są, ale sprowadzanie ich związku do seksualności to przesada. Wiele osób, które oglądają film, nie przeczytało książki i nie wie jak to tam z wampirami jest, ale to nie o to chodzi. Tak trudno zobaczyć w nich po prostu dwoje ludzi i dramat między nimi? Jakby jeden z nich był kobietą wszystko i tak wyglądałoby podobnie.

E: Nie mogę się także zgodzić z opinią o Cruisie, bo bez niego ten film byłby najzwyczajniej w świcie nudny i smętny. Sam film nosi wiele cech melodramatu, a Louis jest świetną, 'samowystarczalną' postacią, ale w książce. Rola Pitta natomiast jest zdecydowanie zbyt anemiczna, żeby utrzymać ten film w równowadze. Dlatego taka postać, jak Lestat jest wręcz pożądana w Wywiadzie... W momencie, gdy Cruise pojawia się na ekranie, rzeczywiście cała uwaga widza skupia się na nim, bo film Jordana niejako przewrotnie koncentruje się na Lestacie właśnie. Co do osobowości i charakteru tej postaci...no cóż wydaje mi się, że panowie nie znają pierwowzoru (nie maja zresztą obowiązku), ale gdyby znali, wiedzieliby, że Lestat to nie jest stereotypowy, władczy, tajemniczy i otoczony 'aurą niedostępności' wampir. To właśnie taki złoty chłopiec, szaleniec, cynik i ogólnie mówiąc wariat. Cruise, moim zdaniem, świetnie balansuje na granicy owego lestatowego szaleństwa i, mimo wszystko, normalności.

R: O Tomie Kałużyński napisał tak: 'zupełnie nie pasuje do postaci, która wymaga tajemnicy, siły władczej i poetycznego promieniowania'. Może to wszystko znowu rozbija się o prywatne upodobania i wizje jakieś. Przecież na niemal każdego widza to Lestat, w parze z Tomem, oddziałuje najsilniej. Każdy jest pod jego urokiem, nawet jeżeli (jak ja) sympatyzuje z Louisem. Czasami tej siły jest nawet za dużo. Tu się mogę nawet trochę zgodzić z tym 'szkodnikiem', ale czy na tym właśnie nie polegała ta rola? Czasami Cruise szarżuje na granicy, ale nie przekracza jej. Nie rozumiem dlaczego odmawiają mu tego 'promieniowania'. Ja wielu rzeczy nie wiem i nie rozumiem. I może to tylko moja ignorancja. Ale czy ekspresyjność musi wykluczać poetyckość? Bo Bradowi jej nie odmówili, więc z tego rozumiem, że on, skoro grał spokojniej i statycznej, to poetycki był. Powiem nawet, że kiedy na ekranie pojawiał się Lestat ze wszystkim 'ochami' i 'achami' to robiło się dużo bardziej melodramatycznie. Według mnie, w melodramacie uczucia powinny być bardzo ekspresyjnie podawane i przede wszystkim szczere. A tu Tom wydawał się szczery do bólu. Pitt miał kilka pięknych scen, ale...

E: Wydaje mi się, że zawodowi krytycy w ogóle mają problem z tym filmem, bo nie wiedzą czego chcą. Z jeden strony chcieliby dramatu 'pełną gębą' bez tzw. klisz gatunkowych, czyli elementów typowych dla wampiryzmu, z drugiej strony nie potrafią jakoś zaakceptować tych nowatorskich rozwiązań i chyba woleliby, żeby WZW był czystym horrorem. Gdyby ten sam film zrobić o zwykłych ludziach z problemami to pewnie uznaliby, że wcale nie jest płytki w przesłaniu. Niestety, otwierane trumny, teatry wampirów, wysysanie krwi prowadzi ich na skojarzenia z kinem slapstikowym, o potworach z wytworni Hammera. A takie zestawienie mocnego, wyrafinowanego i głębokiego w sumie dramatu (skonstruowanego według wzorów tragedii greckiej) ze stylistyką wampiryczną wytrąca ich z równowagi. Stąd ten tekst, że: 'jako kinu mamy mu więcej do zarzucenia'.

R: Eri masz rację, co do krytyków. W ogóle ci, którzy oglądają dużo ambitnego kina i mają jakoś wyrobiony w tym względzie gust nie wiedzą, co mają powiedzieć o filmie jak ten. Filmie, który łączy coś bardzo ambitnego z elementami podrzędnych gatunków. Trudno czasami przedrzeć się przez tę maskę fantastycznych symboli. Jeszcze trudniej je odczytać w kontekście całego dzieła, a nie tylko jako puste dekoracje. Może jakby Jordan zrobił film bardzie naturalistycznie (chociaż i tego tam nie brakuje) to byłby łatwiejszy w odbiorze. Ale zamiast tego mamy film bardzo teatralny pod wieloma względami. Ja w tym widzę wielką zaletę i żadnych przeszkód by szukać w nim czegoś więcej, niż nastrój i dekoracje. Może dla niektórych tej teatralności i masek jest po prostu za dużo?

E: Problem Kałużyńskiego i Raczka tutaj polega na tym, że chcą aby wszystko było po staremu, żeby Dracula był taki jak Nosferatu, lub Bela Lugosi (wnioskuję po przeczytaniu ich rozmowy na temat Draculi Coppoli), Lestat Cruise'a też żeby przypominał Draculę. Wydaje mi się, że oni wyobrażali sobie tego wampira jako postać półmityczną, bardziej ikonograficzną, coś w stylu starych filmów właśnie: bohatera posągowego, tajemniczego, groźnego, oderwanego od rzeczywistości, władczego i POWAŻNEGO. Taką, mniej więcej, postać gra w WZW Banderas. Lestat zaś jest wampirem o manierach złotego chłopca, wampirem huncwotem, nieobliczalnym wariatem z cynicznym poczuciem humoru. Panowie recenzenci po prostu trochę ugrzęźli w stereotypach.




* Z. Kałużński, T. Raczek, Poławiacze pereł, Nieporęt 1998, s. 151- 154