Eufrozyne

Trylogia Śpiącej Królewny - analiza


'O okrutna miłości(...) Jakże wiele masz nienazwanych odmian.'


:: Rozbudzona królewna, czyli: 'Czy jesteście pewni, że znacie tę bajkę?'
:: Była sobie raz królewna, pokochała... no właśnie...
:: Proszę Państwa - oto miś
:: A w tym kraju same dziwy
:: Spójrz, jak zrobię tak, to mnie nie widać
:: Metoda kija i marchewki
:: 'Prrrr', czyli 'Mamusiu, kup mi konika!'
:: A łyżka na to: 'niemożliwe...'
:: Pofilozofujmy sobie
:: Słowo o słowie
:: Good night and Good luck


Rozbudzona królewna, czyli: 'Czy jesteście pewni, że znacie tę bajkę?'

Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że Anne Rice jest autorką kilku erotyków. Do grona jej bohaterów, poza wampirami, czarownicami i Jezusem należą także: pewna niewyżyta królewna oraz całe tabuny nagich niewolników. Rice, ukrywająca się pod pseudonimem A. N. Roquelaure, napisała trylogię o Śpiącej Królewnie zainspirowaną, jak łatwo się domyślić, znaną baśnią. Anka posłużyła się pseudonimem, aby móc pisać z pełną swobodą, nie narażając się na obrazę swoich fanów, albo na naciski ze strony wydawnictwa. W wolnym tłumaczeniu jej pseudonim oznacza 'Anne pod płaszczykiem'.

Trylogia powstała w pierwszej połowie lat 80-tych, a w jej skład wchodzą: Przebudzenie Śpiącej Królewny (The Claiming of Sleeping Beaty), Kara dla Śpiącej Królewny (Beauty's Punishment) oraz Wyzwolenie Śpiącej Królewny (Beauty's Release). Jedyne, co odróżnia od siebie poszczególne części to miejsce akcji, postanowiłam więc opisać je wszystkie razem.

Akcja powieści rozgrywa się kolejno: na zamku królowej Eleanory, w pobliskiej wiosce oraz w pałacu Sułtana w jakiejś egzotycznej krainie. Zgodnie z zasadą sequela w każdej następnej części wszystkiego jest więcej, sytuacje są coraz dziwniejsze, a opisy coraz odważniejsze. Warto również zaznaczyć, iż wbrew zapewnieniom autorki, nie są to erotyki, lecz książki pornograficzne i nie powinny być czytane przez osoby nieletnie. Stąd też można nieraz usłyszeć o serii 'Kurewny'.

Trylogia ta najbardziej kojarzy się z Kamasutrą, powieściami de Sade'a oraz z Nagim Lunchem Williama S. Burroughs'a. Książki Anki nie są jednak ani tak szokujące jak dzieła autora Salo, ani tak dziwaczne jak Nagi lunch. Niewiele mają też wspólnego ze sławnym indyjskim traktatem. Erotyki te pełne są dokładnych, wręcz klinicznych opisów genitaliów i aktów seksualnych, jednak całość odbywa się w sterylnych warunkach. Nie ma mowy o zadawaniu poważniejszych ran, przypalaniu ogniem, czy defekacjach. Przygody Różyczki odbywają się w zamkniętym i bezpiecznym środowisku. Jeśli chodzi zaś o Kamasutrę to jest to raczej wersja obrazkowa, pozbawiona obrazków, czyli spopularyzowana i odarta z wszelkiej filozofii, którą charakteryzował się oryginał.

Niestety Anka ma tendencję do wpadania w schemat taniego romansidła. Nasza główna bohaterka zakochuje się nie tylko w swoich dręczycielach, ale także w innych niewolnikach. A i oni nie są wolni od większych czy mniejszych miłostek od pierwszego wejrzenia.

Rzeczą kojarzącą się niewątpliwie ze wspomnianą Kamasutrą jest wielość przyjmowanych pozycji. Nie ma znaczenia czy opisane jest zbliżenie między dwoma kobietami, dwoma mężczyznami, parą mieszaną, czy też najróżniejszymi trójkątami. Niekiedy podczas czytania ma się wrażenie, że autorka wymyślała te wygibasy siedząc na karuzeli, albo oglądając tanie pornole. Czasami zastanawiam się, w którą stronę obrócić książkę, aby móc wyobrazić sobie, 'o co tu kurczę chodzi'.

Seria Królewny pełna jest ciekawych (czyt. chorych, śmiesznych, zboczonych, cudacznych) cytatów. Niestety ze względu na to, że tekst ten może zostać przeczytany przez osoby niepełnoletnie, podaruję sobie przytaczanie co bardziej pieprznych. Zainteresowanych zapraszam do odpowiedniego działu na stronie. Nie mogłam jednak odpuścić sparafrazowania czy skomentowania coponiektórych zdań, więc czujcie się ostrzeżeni.


Była sobie raz królewna, pokochała... no właśnie...

Historia Różyczki zaczyna się jak typowa baśń, z tym że pominięto nudną historyjkę o wrednej macosze czy innej starej babie. Na dzień dobry widzimy przystojnego królewicza, który przybywa do zaklętego zamku i wyzwala królewnę od straszliwego czaru. Różyczka jest piękną piętnastoletnią blondynką o dużych... niebieskich oczach i niezwykle ponętnym ciele. Mamy XXI wiek więc królewicz nie zadowala się zwykłym pocałunkiem. Rozbiera nieprzytomną od stu lat dziewczynę i pozbawia ją cnoty.

Jakiej reakcji spodziewalibyście się po tak przebudzonej dziewczynie? Krzyku, płaczu? Niestety o czymkolwiek pomyśleliście, to nie tak. Nasza królewna jest niewinną dziewczyną i skromnie spuszcza oczka, jednak nawet przez myśl jej nie przeszło, aby się zbuntować. Jej rodzice również nie myślą o sprzeciwie, a tylko lekko się rumienią, kiedy Książę powiadamia ich o tym kim jest i gdzie zabiera ich córeczkę. A zabiera ją w podróż pełną poniżenia, bólu i erotycznych uniesień.

Różyczka najpierw trafia do zamku królowej Eleanory, gdzie uczy się być dobrą niewolnicą. Nauka idzie jej świetnie do momentu, w którym stwierdza, że doznała zbyt mało upokorzeń i że chce czegoś więcej. Ucieka więc od swojego Księcia i trafia do wioski, w której nie dość że musi zabawiać żołnierzy goszczących w tawernie 'Pod Złotym Lwem' to jeszcze ciężko pracuje sprzątając i myjąc podłogi. Jednak i tego jej za mało, kiedy zostaje porwana na dwór Sułtana, początkowy strach szybko zostaje zamieniony w wielką radość, z tego że doznała jeszcze większego poniżenia.

Nasza młoda bohaterka szybko przestaje być zwykłą przestraszoną dziewczynką. Im dłużej znajduje się w niewoli, tym bardziej jej się to podoba. Wciąż chce więcej i więcej. Cokolwiek by się z nią nie działo, nadal jej mało. Mówi, że kocha swoich panów za to, że wymierzają jej surowe kary, jednak gdy tylko znikają z jej pola widzenia, już o nich zapomina. Biedny Książę miał swoje pięć minut tylko w pierwszej części, a potem okazało się, że nawet nie warto o nim wspominać. Widać Różyczka, jak każda dziewczynka szybko wyrosła z marzeń o Księciu z Bajki przybywającym na białym rumaku.

Nie myślcie jednak, że królewna jest nieczuła i nie ma ochoty na amory, wręcz przeciwnie. Co chwila znajduje sobie jakiegoś przystojnego niewolnika, z którym chce spędzić kilka upojnych chwil. Co więcej kiedy okres służby, czy raczej niewoli, dobiega końca, dziewczyna nie ma najmniejszej ochoty wracać do domu. Tupie i krzyczy, że się nie ubierze i nigdzie nie pójdzie. Tak samo zresztą reagują i inni bohaterowie powieści:

'Wasza Wysokość; przynoszę smutną nowinę: twój ojciec zmarł i ty, panie, jesteś teraz nowym władcą swego królestwa. Umarł król, niech żyje król!
- Niech to diabli! - szepnąłem. - Zawsze był z niego nielichy szubrawiec! Ale sobie wybrał moment na wydanie ostatniego tchnienia!'

Słowa Laurenta doskonale oddają to, jak bardzo książętom i księżniczkom podobała się ich niewola. Jednak najciekawsze było to, co niektórzy wyprawiali po powrocie do domu. Różyczka nie dość, że odrzucała wszystkich konkurentów, to jeszcze postanowiła z jednym z nich zabawić się w swoją ulubiona grę: Pana i Niewolnika. Książę chciał dostać żonę, a trafiło mu się lanie, w dodatku ze szczypta perwersji. Biedak miał bliskie spotkanie nie tylko z własnym pasem, ale także z pewną świecą, jednakże zaoszczędzę wam szczegółów.

Niestety to nie wystarczyło królewnie. Stwierdziła, że wcale nie chce nikogo chłostać, bo ona woli być czyjąś niewolnicą. I w tym momencie znów przybywa książę z bajki i ratuje 'Biedną kochaną Różyczkę, na zawsze już skazana na życie zgodne z nakazami przyzwoitości' od tego straszliwego losu. Smaruje królewnę swędzącym mazidłem, przyczepia do niej jakieś klamerki i odjeżdżają razem w stronę zachodzącego słońca. Nie zdradzę, który młodzian został jej mężem, powiem wam jednak, że nie musicie się martwic o młodą parę, ponieważ będą żyli długo, szczęśliwie i namiętnie:

'- I będziemy żyli wiecznie szczęśliwi - powiedziałem. Znowu zacząłem ją całować. - Tak głoszą bajki.
- Wiecznie szczęśliwi - odparła. - A nawet, jak sądzę, znacznie szczęśliwsi, niż przypuszczają inni.'


Proszę Państwa - oto miś

Bohaterów w Trylogii jest sporo, ale postaram się wymienić tych najważniejszych. Oczywiście na pierwszym miejscu jest Różyczka, młoda królewna, która bardzo szybko przestaje być niewinnym dziewczątkiem. Osobą, która wprowadza ją w świat seksu i perwersji jest Książę. Grzeczny synalek królowej Eleanory nie zasłużył jednak na imię, nie ma więc sensu więcej o nim wspominać. Oprócz niego na zamku panią Różyczki zostaje lady Julia, która sama była kiedyś niewolnicą.

Jednak to nie oni zainteresowali naszą bohaterkę, ponieważ jej wzrok przyciągnął pewien młody książę o imieniu Aleksy. Aleksy wykrada królewnę z komnaty królowej i po namiętnej nocy opowiada jej swoją historię. Historię pełną upokorzenia, warzyw oraz cyrkowych sztuczek.

Aleksy był pierwszym z sekretnych kochanków królewny, ale nie ostatnim. Pod koniec pierwszej części pojawia się Tristan i od razu zdobywa jej serce. Niestety ten królewicz szybko zakochuje się z wzajemnością w swoim panu Nicolasie i woli spędzać czas w jego sypialni niż baraszkować z królewną. Na szczęście ta się nie nudzi, ponieważ doskonale czuje się w ramionach swojej nowej właścicielki pani Lockley oraz Kapitana Straży. Nawiązała także bliższą znajomość ze sztyletem kapitana oraz z pewnym kotkiem.

Jak wiadomo kobieta zmienną jest, więc nasza Różyczka szybko przenosi swoje zainteresowanie na zbuntowanego księcia Laurenta. Laurent okazuje się być dobrym niewolnikiem, ale jeszcze lepszym panem i korzysta z każdej okazji, aby kogoś wychłostać. Po przybyciu do kraju Sułtana bierze się za zniewolenie Naczelnego Zarządcy Posługaczy, Lexiusa. Wydawałoby się, iż ktoś taki jak władca egzotycznego kraju będzie miał jakąś większą rolę, jednak on tylko zaciąga do łóżka Tristana i Laurenta, a następnie idzie grzecznie spać i już się więcej nie pokazuje. Może się zawstydził tym, co wyprawiał w nocy?

Poza głównymi bohaterami mamy także mnóstwo pań i panów, rzesze niewolników, a także najróżniejszych posługaczy oraz zwyczajnych gapiów. Ciężko wszystkich tu opisywać, ale kto czytał cokolwiek Anki ten wie, że co jeden to piękniejszy. I to samo mamy w tej bajce, czy ktoś jest młody czy stary, niski czy wysoki, chudy czy masywny i tak jest piękny i wspaniały. To nic, że wszyscy wyglądają i zachowują się tak samo i że czasem nie można odróżnić jednego od drugiego, w końcu im więcej tym weselej.


A w tym kraju same dziwy

Świat Różyczki jest światem nierealnym. Historia rozgrywa się w średniowiecznej baśniowej krainie oraz w jakimś egzotycznym kraju przypominającym Persję. Nikogo nie dziwią setki nagich niewolników, ani ludzkie koniki czy żywe rzeźby. Wszyscy są zaznajomieni z zasadami gry w pana i niewolnika, wszyscy są tolerancyjni oraz biseksualni. Nie mają również nic przeciwko różnorakim trójkątom, czworokątom czy jeszcze innym kombinacjom. W dodatku czasami wydaje się, że oni nie mają nic innego do roboty, jak tylko zabawiać się z niewolnikami! Chociaż kto ich tam wie, my zwyczajni śmiertelnicy, nie mamy czasu na takie zabawy.

Zamku ani wioski opisywać chyba nie muszę, za to wspomnę, że w obu tych miejscach znajdowały się miejsca przeznaczone specjalnie do spędzania czasu z niewolnikami. W zamku mamy Salę Niewolników, gdzie ci zostają wykąpani, namaszczeni olejkami i daje im się odpocząć; Salę Treningu, gdzie uczono nowoprzybyłych jak doznawać rozkoszy; Salę Egzekucji, w której niepokorni nieszczęśnicy byli dręczeni przez wiele godzin oraz Ścieżkę Konną, po której biegali książęta i księżniczki w podkutych butach.

W wiosce jednym z głównych miejsc jest targowisko, na którym sprzedaje się nowych niewolników. Mamy także miejsce Publicznej Kaźni i Zakład Kar, myślę że jasnym jest, co się tam wyprawia, powiem tylko, że jedną z ulubionych rozrywek jest zabawa na karuzeli, czyli chłostanie niewolnika znajdującego się na obrotowym talerzu. Główną atrakcją jest tutaj stajnia publiczna, gdzie za przyzwoitą cenę można sobie wynająć ludzkie koniki, ale o tym później.

Potem przybywają tajemniczy jeźdźcy i zabierają całą ferajnę w podróż statkiem. Sam statek nie jest nadzwyczajny, kilka klatek, z niewolnikami i pomieszczenia dla możnych. Ciekawe jest jednak wykorzystanie Różyczki jako ludzkiej misy na owoce. Po takiej podróży w nowym kraju można się spodziewać wszystkiego i to właśnie dostajemy.

Ludzkie rzeźby pomalowane na złoto stojące w niszach, przyczepione do drzwi oraz łóżek. Łaźnie gdzie niewolnicy są czyszczeni już nawet nie jak zwierzątka, ale jak przedmioty. Harem królewski, w którym znajdują się same kobiety oraz Ogród Męskich Rozkoszy, gdzie są sami faceci.


Spójrz, jak zrobię tak, to mnie nie widać

Może słówko o tym czego w tym świecie nie ma. Otóż: nie ma tam żadnych dzieci, starców, ludzi brzydkich ani chorych. Kobiety nie mają okresu, a faceci żadnych problemów z potencją. Bohaterowie nie muszą się także martwic o niechcianą ciążę. Takie szczegóły jak golenie się czy korzystanie z toalety wspomniane jest jedynie w trzeciej części i to też raczej jako sposób większego zniewolenia bohaterów niż faktyczna potrzeba.


Metoda kija i marchewki

Reguły panujące w krainach opisanych przez Rice są ściśle ustalone. Każdy ma swoje zadanie i wykonuje je skrupulatnie. Są panowie i panie, którzy rozkazują swoim niewolnikom, są najróżniejsi posługacze, wykonujący ich polecenia oraz zwyczajni niewolnicy. No może nie zupełnie zwyczajni, ponieważ są to książęta i księżniczki z pobliskich królestw. Łączy ich wszystkich to, że są młodzi, piękni i ulegli. Ich pozycja w zamku jest tak niska, że rozkazywać im może najnędzniejszy z posługaczy.

Niewolnikom nie wolno się odzywać bez pozwolenia, a nawet jeśli dostaną specjalne zezwolenie, to jedyne co wolno im powiedzieć to: 'Tak, panie!' lub 'Jeśli sobie tego życzysz'. W wiosce możliwość wypowiadania słów zostaje ograniczona do minimum, a w pałacu Sułtana zanika zupełnie. Głównym zadaniem sług jest dostarczanie przyjemności ich panom i nic poza tym nie powinno ich interesować.

Za wykonywanie rozkazów niewolnicy są nagradzani dobrym słowem, głaskaniem, bądź pocałunkiem, jednak za bycie nieposłusznym czekają ich straszliwe kary. I to właśnie te kary napędzają całą powieść. Autorka dwoi się i troi wymyślając najdziwaczniejsze tortury. Jedynym zastrzeżeniem jest to, iż nikogo nie może spotkać prawdziwa krzywda, nie wolno dopuścić do pojawienia się choć kropli krwi.

Większość kar ogranicza się do chłost rzemieniami, trzepaczkami, czy klapsów zadawanych otwartą dłonią. Są jednak także wymyślniejsze zabawy. Książę Aleksy na przykład za swoje naganne zachowanie został dosłownie nadziany na posąg stojący w zamkowym holu. Tego samego księcia na początku służby wysłano do kuchni, aby nauczył się posłuszeństwa. Tam poza codzienną zabawą z kucharzami, stajennymi i przeróżnymi posługaczami miał również bliskie spotkania ze zgniłymi warzywami, a szczególnie zaprzyjaźnił się z marchewkami.

Jednak jedną z najciekawszych kar jest wysłanie do publicznej stajni.


'Prrrr', czyli 'Mamusiu, kup mi konika!'

Mówi się, że 'Koń jaki jest, każdy widzi', Anka jednak nieco się zagalopowała i próbuje nas przekonać, że to wcale nie takie oczywiste.

Niewolnicy traktowani są bardzo często jak domowe zwierzątka. Jedzą i piją z misek jak pieski czy kotki, są głaskane po głowach i plecach, chodzą na czworakach. Jednak największą karierę robią tutaj inne zwierzątka, a mianowicie - konie.

W zamku niewolnikom ubiera się jedynie skórzane buty podbite końskimi podkowami, spina się ich rzemykami i każe się biec po Ścieżce Konnej, jak wyścigowym konikom. Prawdziwa zabawa rozpoczyna się dopiero później.

W wiosce Tristan, po zmierzeniu (nie, nie chodzi tu ani o wzrost, ani o wagę, ale o głębokość… i tak, to najgłupsze co sobie teraz pomyśleliście, to jest właśnie to) zostaje przemieniony w ludzkiego konika i ma ciągnąć wóz swojego pana:

'Zanim jednak zdążyłem otrząsnąć się z szoku czy choćby zwrócić baczniejszą uwagę na niewolników, zobaczyłem przed sobą skórzany powóz mego pana, zaprzęgnięty w pięciu niewolników, czterech spiętych w dwie pary i jednego stojącego samotnie; wszyscy mieli na sobie wysokie, sznurowane buty, w ustach skórzane wędzidła, na sobie uprzęże, a nagie pośladki ozdobione końskimi ogonami. (...)'

Dalszej części opisu nie będę cytować, ponieważ mógłby on kogoś zgorszyć, ale widzicie o co chodzi. Koniki pięknie zaprzęgnięte ciągnęły zarówno karoce bogatych państwa, jak i zwykłe wozy z przedmiotami przeznaczonymi na targ.

Kapitan Straży powiedział kiedyś do Tristana, że bycie konikiem to nie tylko element niewolnictwa, ale styl życia! I te jakże głębokie słowa, są na swój sposób prawdziwe. Koniki nie mieszkają w domach, ale w stajniach, mają swoich stajennych, a śpią i jedzą na stojąco. Po całym dniu ciężkiej pracy i obowiązkowej chłoście, mają czas na rekreację na specjalnie do tego wyznaczonym dziedzińcu, gdzie zabawiają się ze sobą nawzajem.

Najważniejsze w życiu konika jest jednak to, aby być dumnym zwierzęciem. Koniki maszerują z uniesionymi głowami i wysoko podnoszą kolana. Są także szczęśliwe, że muszą znosić te wszystkie upokorzenia i doskonale czują się w swojej uprzęży. Oczywiście złe koniki są surowo karane, a sprzedanie do publicznej stajni traktowane jest jako największa kara. Jednak każdy konik prędzej czy później nie tylko godzi się ze swoim losem, ale staje się naprawdę dumny z tego kim jest i nie chce rezygnować z powierzonej mu funkcji.


A łyżka na to: 'niemożliwe...'

Anne Rice wspomniała kiedyś, że napisała to o czym wszyscy skrycie marzą, tylko boją się do tego przyznać. Cóż może to i lepiej, że ludzie zachowują się w miarę przyzwoicie, a swoje małe zboczenia trzymają w czterech ścianach, bo jakby jej świat wprowadzić do naszego, to do dziś byśmy nie wyszli ze średniowiecza. A i przeludnienie byłoby straszne, bo w rzeczywistości nie wystarczy pstryknąć palcami, aby było pięknie.

Może warto by było jej sprawić taką chłostę, jaką opisuje i wybić z głowy pewne pomysły? Choć w sumie, po latach sama się nawróciła i teraz nawet się publicznie nie przyznaje do swoich erotyków.

Jeśli o mnie chodzi to może sobie pisać o wampirach, czarownicach, nimfomankach czy o Jezusie, byleby tylko nie mieszała ze sobą tych światów. I niech co tydzień nie zmienia zdania, na temat tego co jest dziełem jej życia, a o czym chce zapomnieć.

W pewnym momencie miałam dziwne wrażenie, że Anka nie pisze już o Laurencie, ale o Lestacie. Może chciała wprowadzić go w ten świat, ale (na szczęście dla nas wszystkich) zabrakło jej odwagi? No spójrzcie sami:

'A potem dostrzegłem samego siebie w odległym zwierciadle: Jego Królewska Mość w purpurowym aksamicie i czarnych butach, z rozwianą opończą podszytą gronostajami - i pomachałem do mego odbicia.
- Laurent, ty diable - szepnąłem z kwaśnym uśmiechem.'


Pofilozofujmy sobie

Proszę się teraz nie śmiać, ale będzie o filozofii zawartej w Śpiącej Królewnie. Tak, tak autorka dała radę wcisnąć swoje rozważania na temat miłości, własnych granic oraz pożądania między strony erotyków.

Okazuje się, że bohaterowie są tym szczęśliwsi, im bardziej się ich poniży. Lubią być bici, torturowani i wyśmiewani. Początkowo mówią jak bardzo boją się wszędobylskich dłoni bogatych państwa oraz zwykłych wieśniaków, jednak w miarę trwania powieści sprawia im to coraz większą przyjemność. Anka próbuje nas przekonać, że prawdziwe szczęście odnajdziemy dopiero wtedy, gdy znajdziemy się już na samym dnie poniżenia i jedyne co będziemy mogli zrobić to oddać się całkowicie pod władanie kogoś innego.

Zarówno Różyczka, jak i inni bohaterowie znajdują coraz więcej radości w tym, jak są traktowani. Co więcej sami sprowadzają na ciebie przeróżne kary, aby tylko móc bardziej cierpieć. Za przykład mogą posłużyć słowa księcia Aleksego, który ucieszył się ze słów swojej królowej:

'- ale czeka cię jeszcze mnóstwo okrucieństw - poczułem, że znów mi staje'.

Dowiadujemy się, że spełnienie można osiągnąć tylko jeśli odnajdzie się szczęście w życiu erotycznym. A do tego możemy dojść jedynie stając się okrutnymi panami lub posłusznymi niewolnikami. Wielu z niewolników, po odbyciu swojej służby zostaje na zamku królowej i staje się panami. Niektórzy, tak jak Laurent korzystają z każdej możliwości zamiany ról i bezlitośnie chłostają innych niewolników. Inni z kolei, tak jak Różyczka i Tristan źle się czuja w nadrzędnej roli i chcą, aby nimi odpowiednio pokierować.

Z Królewien dowiedzieć się możemy także wiele o miłości. Na przykład tego, że jest okrutna i ma wiele odmian, a spotkać ją można w najmniej spodziewanych momentach. Niewolnicy zakochują się w swoich panach, panowie w niewolnikach, niewolnicy w innych niewolnikach. Słowem na świecie króluje miłość, trzeba tylko umieć ją dostrzec. Poza tym ważna jest nie tylko miłość, ale także rozkosz w czystko fizycznym ujęciu i przeżywanie wszystkiego, co nas spotyka całym sobą:

'Doświadczenie to było w tej samej mierze rozkoszne, co i ekstremalne; trudno o większą degradację. (...) Jakież to podniecające, wiedzieć, że nie ma najmniejszej nadziei na łaskę dla mnie!
W takich waśnie momentach poznawałem pełna moc moich zdobywców, ale zdałem sobie również sprawę z mojej własnej mocy - oto my, pozbawieni wszelkich przywilejów, możemy rozbudzać żądzę naszych ciemiężców i wieść ich ku nowym imperiom namiętności.
Nie chodziło teraz o zaspokojenie żądzy, o znalezienie ujścia dla własnej chuci, tylko o upojną i pełną udręki lubieżność.'

Pojawiają się tu także inne złote myśli, Różyczka na przykład twierdzi, iż: 'Uroda i smutek nie powinny iść w parze' oraz że to wielkie nieszczęście, iż wielu zwykłych ludzi nigdy nie zazna takiego poniżenia i takiej rozkoszy jak ona.


Słowo o słowie

Większa część książek opowiada o losach Różyczki i jest napisana z punktu widzenia osoby trzeciej. Jednak, gdy któryś z książąt (Aleksy, Tristan, Laurent) opowiada swoją historię mamy narratora 1 os. Jest to ulubiony sposób pisania Anki i chyba najlepszy. W kolejnych częściach męski punkt widzenia zaczyna przeważać i czytamy o tym, co czują torturowani książęta, zamiast poznawać nowe miłostki królewny.

W wielu miejscach Rice wprowadza dokładne, wręcz kliniczne opisy ciał oraz aktów seksualnych. Mamy także opisane płyny wszelakie. Ja rozumiem jej zamiłowanie do krwi, ale czytając o tym, że coś smakuje lekko kwaśno czy słono oraz że ma zapach taki, a nie inny, czuję się trochę jak na lekcji chemii.

Jeśli zaś chodzi o sam seks to wygląda to mniej więcej tak: każdy każdemu robi dobrze w każdy sposób i z każdej strony. O wiele lepsze i piękniejsze opisy znajdziecie w Krzyku w niebiosa oraz w Serii Czarownic.

Nagromadzenie absurdalnych sytuacji i wypowiedzi bohaterów może doprowadzić czytelnika do rozpaczy. Jednak jeśli nie każdy jest w stanie przebrnąć przez ten tekst, to zastanawiam się co czuli tłumacze. Nie wiem, czy ja byłabym w stanie przerabiać każdy fragment książki po kilka razy, tak aby był on zrozumiały dla polskiego czytelnika. Ciekawi mnie również ile słówek jest dokładnym tłumaczeniem, a ile zwyczajnym wymysłem polskiej wersji. Czasami mam wrażenie, że tłumacze mieli niezłą zabawę w wymyślanie co dziwniejszych słówek. Śpiąca Królewna może robić za doskonały słownik wyrazów bliskoznacznych, więc jeśli kiedyś zechcecie pisać erotyki i zabraknie wam słów, to zajrzyjcie koniecznie. Pomijam już drągi i fallusy, ale warto poznać takie słówko jak 'chwost', które umiejętnie wplecione w niezwykle romantyczną scenę, z pewnością zrobi duże wrażenie na waszych czytelnikach.

Zdania mające w założeniu podniecić są wątpliwe. Jeżeli już czytamy któreś zdanie na temat tego jak to dobrze jest naszym bohaterom i jak zdążają wspólnie do orgazmu, to ostatnim czego się spodziewamy są 'zwierzątka'. Nie mówię tu o ogierach czy innych takich. Po trzech stronach opisujących Nicolasa kochającego się z Tristanem nagle naszym oczom ukazuje się zdanie: 'Leżałem rozpłaszczony pod nim niczym żaba'. Nie wiem jak inni, ale ja w tym momencie ryknęłam histerycznym śmiechem. A to nie koniec, ponieważ takich kwiatków jest więcej. Wspomniany już przeze mnie 'chwost', majtanie 'częściami niesfornymi' oraz rymowanki w stylu: 'za karę zadbasz teraz o moją pałę' sprawiają, że książki te przemieniają się z porno w komedię.


Good night and Good luck

Całą Trylogię można przeczytać w trzy dni, jednakże odradzam, ponieważ gdzieś w połowie robi się nudno. Nie jest już ani śmiesznie, ani tym bardziej podniecająco. Jeśli ktoś jest jedynie ciekawy jak te ksiązki wyglądają, to wystarczy, że przeczyta którykolwiek rozdział, z byle jakiej części. To, co tam zobaczycie zadziała jak streszczenie całości.

Dla kogo są te powieści? Dla miłośniczek yaoi, niewyżytych nastolatków, znudzonych gospodyń domowych oraz dla wszystkich tych, którzy chcą się szczerze pośmiać. Kontrowersji jest dużo, jednak całość historii nie wykracza poza ramy bezpiecznej zabawy i raczej nie ma tu rzeczy, mogących prawdziwie przerazić. Wątpliwym jest także zdolność tych książek do wywoływania podniecenia. Jeśli w jednym zdaniu coś mogłoby spowodować wypieki na twarzy czytelnika, to już w następnym jedno słówko może skutecznie wszystko rozwiać. Choć jak wiadomo ludzie są różni i a nóż ktoś uzna Trylogię o Różyczce za objawienie i będzie czytał ją w długie samotne noce. Nie jest jednak aż tak tragicznie, ponieważ, gdyby te erotyki były koszmarnie beznadziejne, to ten tekst by nie powstał.

Nie polecam jednak wypróbowywania opisywanych scen na partnerze czy partnerce bez wcześniejszych konsultacji, ponieważ cała zabawa może skończyć się krzykiem, albo czymś jeszcze gorszym... Zamiast pysznej sałatki owocowej możecie się najeść wstydu, gdy przyjedzie pogotowie.



14.04.2008.. Wszystkie prawa zastrzeżone.