Eufrozyne

Merrick - recenzja


W kolejnej Kronice David, nasz nadworny spisywacz wampirzych dziejów, opowiada nam o czarownicy imieniem Merrick. Powieść rozgrywa się w czasach współczesnych i cofa o parę lat wstecz. Teraźniejszość to wywoływanie ducha Klaudii, nieudane samobójstwo i pobudka pewnego znanego nam pana, przeszłość natomiast mówi o dziejach młodej czarownicy z rodu Mayfair.

Merrick jest książką bardzo nierówną. Początkowe partie są nudne i bardzo ciężko mi się przez nie brnęło, jednakże potem nawet mnie wciągnęła. Może ma to jakiś związek z tym, jaka tematyka króluje w danej części powieści. Merrick jest niby kolejną częścią Kronik wampirzych, ale to właśnie partie opowiadające o wampirach są najmniej ciekawe. Przydługawy wstęp i beznadziejne zakończenie sprawiają, że całość wypada raczej blado.

W tej książce najbardziej irytowało mnie to samo co w poprzednich. Autorka na siłę stara się sprawić, aby wszyscy byli młodzi, piękni i superinteligentni. Wokół panuje miłość i każdy chce być wampirem. W dodatku każdy mężczyzna z książki musi mieć ciągoty do młodych chłopców, wampirów i czarownic, a każda kobieta musi być genialnym dzieckiem i czarownicą właśnie. Poza tym jeśli wampiry istniałyby naprawdę i zachowywały się jak te z Kronik, to wkrótce nie miałyby co jeść, bo co powieść, to nowy krwiopijca. Rozumiem, że trzeba się dzielić, ale to już przestaje być śmieszne.

Najsłabszą, a wręcz najgłupszą częścią Merrick jest główny wątek. Pomysł wywoływania ducha, który jest jeszcze bardziej wredny niż za życia, coraz większe cierpienie Louisa, jego nieudane samobójstwo i pojawienie się Lestata-bohatera są dobre na fanfik, a nie na poważną powieść. Wampiry są tu nudne i zachowują się tak, jakby same nie wiedziały czego chcą. Pomarudzą o miłości i śmierci, trochę powspominają, pocierpią i idą dalej.

Moim zdaniem Merrick jako czarownica jest interesującą postacią. Pomijam jej urodę i mądrość, którą dostaje na wstępie za samo to, że istnieje w Kronice. Podoba mi się w niej to, że jest odważna i sprytna. Kiedy ma jakiś cel, to do niego dąży, nie bojąc się igrać z duchami i wampirami. Potrafiła przechytrzyć wszystkich i dostać to, czego chciała, dlatego też trafi do grona postaci, które darzę sympatią, niemniej jednak, lepiej byłoby dla niej, gdyby nie trzymała się z wampiryczną kompanią.

Sama historia 'afroamerykańskiej gałęzi rodu Mayfair' jest intrygująca i moim zdaniem Anka powinna była ją bardziej rozbudować. Zaciekawiło mnie to, kto jest kim, jakie ma powiązania z głównym rodem, jakie mieli życie oraz to jak wygląda praktykowanie magii w rodzinie. Związki z voodoo, wizyty duchów, opętania i starożytne wierzenia są na tyle wciągające, że ta powieść doskonale broniłaby się bez wampirów.

Obskurne dzielnice Nowego Orleanu, zamieszkałe przez biedną część społeczeństwa oraz duszne dżungle i jaskinie pełne duchów, to miejsca, w których wszystko może się wydarzyć. Czytając partie o przeszłości Merrick i o jej kontaktach z umarłymi, naprawdę zapominałam, że to powieść wampiryczna, a podczas wywoływania duchów przechodziły mnie dreszcze. Wielka szkoda, że Lestat i spółka musieli się w niej pojawić i wszystko zepsuć.




data publikacji: 15.03.2010. Wszystkie prawa zastrzeżone.