Eufrozyne

Pandora - recenzja


Ciężko mi napisać recenzję Pandory ponieważ nie jest to książka ani wybitna, ani mierna. Jest przeciętna. Szybko się ją czyta i uważam ją za ciekawą, ale nie ma w niej niczego, o czym chciałabym napisać. W stosunku do poprzednich powieści z cyklu również plasuje się gdzieś pośrodku.

Bohaterka, jak zwykle we wstępie wampirycznych opowieści, chwali się jaka to nie jest piękna, ale na szczęście nie zajmuje jej to dziesięciu stron, tak jak pewnemu blondynowi (a mówią, że to kobiety są próżne). Niezwykle irytują także powtórki, które dla osoby znającej poprzednie Kroniki są najzwyczajniej zbędne.

Jedyne zastrzeżenie, które mam do języka dotyczy pisania w czasie przeszłym, o rzeczach wydających się dziać w chwili ich wypowiadania. Mam tutaj na myśli wstęp i słowa Pandory do Davida typu: 'wszedłeś, uśmiechnąłeś się, usiadłeś, a potem podrapałeś się po nosie'. Przez to wprowadzenie do książki ma wiele zbędnych elementów i jest zwyczajnie przydługie.

Kolejny raz na przestrzeni całej sagi dokonała się zmiana historii. Bohaterka z greckiej kurtyzany przemieniła się w inteligentną i bogatą Rzymiankę z poważanej rodziny. Opis Rzymu jest ciekawy, ale tłumaczenie każdego słowa i zwyczaju brzmi nieco sztucznie. Rodowitemu Rzymianinowi nie przyszłoby to do głowy. Poza tym dokładna historia kraju, jego podbojów i władców jest średnio związana z fabułą i miałam czasami wrażenie, iż pełni jedynie rolę zapychacza. Kolejną sprawą jest kwestia konwersowania z niewolnikiem na targu. Rozumiem, że niewolnicy i panowie byli różni, ale jakoś nie widzę tej sceny w codziennym życiu.

Sprawa wielkiej miłości niezmiennej przez lata również została już wykorzystana do maksimum i bohaterom się zwyczajnie nie wierzy. 'Nie widziałam cię dwadzieścia lat, byłam wtedy dzieckiem, ale nadal cię kocham...' Pomijam kwestie doskonałego przepisu na znienawidzenie tej jakże kochanej osoby: wystarczy tylko uratować jej życie i pomieszkać z nią przez kilka stuleci.

Jeżeli chodzi o dzieje Pandory same w sobie, to nie jest źle, ale spodziewałam się czegoś więcej. Pandora jest inteligentną kobietą, choć w tamtych czasach raczej ktoś dałby jej po łapach za zachowanie niegodne dziecka z dobrego domu. Jej życie jako śmiertelniczki nie było zbytnio intrygujące, a to po przemianie Anne Rice streściła w kilkudziesięciu akapitach. Miałam nadzieję, że dowiem się czegoś więcej o życiu i 'nieżyciu' tej jakże enigmatycznej wampirzycy. W dodatku czy to tylko ja, czy Pandora przypomina blady cień matki Lestata?


Podsumowując, Pandora jako książka jest dobra, ale szału nie robi. Jeżeli jesteście ciekawi losów tej wampirzycy wystarczy streszczenie, chyba że nie macie zajęcia na jakieś dwa wieczory, bo tyle mniej więcej zajmuje zapoznanie się z tą częścią Kronik.




data publikacji: 15.08.2009. Wszystkie prawa zastrzeżone.