Wyzwolenie Śpiącej Królewny: cytaty


UWAGA! Ze wzgledu na erotyczny/ pornograficzny charakter prezentowanych fragmentów książki, są one przeznaczone jedynie dla osób pełnoletnich.

Także osoby, których odstarsza tematyka sado-masochistyczna, homoseksualna i inne elementy perwersji zostały ostrzeżone.

Osoby zbyt pruderyjne, nie posiadające poczucia humoru i dystansu także lepiej niech opuszczą tę stronę.



Rzecz w tym, że mnie pociągała Różyczka. Ta, która leżała teraz poza zasięgiem moich rąk na jedwabnym posłaniu; w półmroku jej nagie ciało wydawało się nieskazitelną rzeźbą, a oczy zwiastowały na pół ujawnione sekrety.
Wszyscy jednak, mimo dzielących nas różnic i poglądów na temat miłości, byliśmy niewolnikami. To nie ulegało wątpliwości.
Pełniona przez nas służba otworzyła nas i odmieniła. Bez względu na nasze lęki i konflikty, nie byliśmy już tamtymi rumieniącymi się, nieśmiałymi stworzeniami sprzed lat. Każde z nas nurzało się na swój sposób w upajających odmętach erotycznej udręki.

[Laurenta medytacje na statku]


Defilowałem tak uliczkami wioski powoli, w rytm bębna, przed gawiedzią, którą słyszałem, ale jej nie widziałem; każdy obrót kół wozu jeszcze głębiej wbijał drewniany fallus, wepchnięty miedzy moje pośladki. Doświadczenie to było w tej samej mierze rozkoszne, co i ekstremalne; trudno o większą degradację. Pławiłem się w tym niezwykłym uczuciu nawet wtedy, gdy Kapitan Straży smagał pejczem mój nagi tors, rozwarte nogi i goły brzuch. I jakże cudownie łatwo przyszło mi wpleść w nie kontrolowane jęki i gwałtowne podrzuty ciała błagalne okrzyki, które - wiedziałem o tym doskonale - i tak nie będą wysłuchane. Jakież to podniecające, wiedzieć, że nie ma najmniejszej nadziei na łaskę dla mnie!

W takich waśnie momentach poznawałem pełna moc moich zdobywców, ale zdałem sobie również sprawę z mojej własnej mocy - oto my, pozbawieni wszelkich przywilejów, możemy rozbudzać żądzę naszych ciemiężców i wieść ich ku nowym imperiom namiętności.

Nie chodziło teraz o zaspokojenie żądzy, o znalezienie ujścia dla własnej chuci, tylko o upojną i pełną udręki lubieżność. Bez najmniejszej żenady kołysałem pośladkami na wystającym z belki fallusie, który wbijał się we mnie głęboko, a w nagrodę sypał się na mnie niczym pocałunki grad szybkich smagnięć z ręki Kapitana. Wiłem się i szlochałem do woli bez cienia godności.

[Filozoficzne rozważania Laurenta, wiszącego na Krzyżu Kaźni]


Chciałbym też wiedzieć, jak długo będę wystawiony na pokaz. Gdyby zależało to ode mnie, mogę zostać tu już na zawsze, jako wieczny symbol nikczemności zasługującej jedynie na wzgardę.

[Marzenia Laurenta wiszącego na Krzyżu kaźni]


Porywacze przygotowali dla nich jeszcze inne niespodzianki. Różyczka, nadal z pochyloną głową, obserwowała ich ukradkiem, gdy z głębokich ukrytych kieszeni wyciągali nowe, budzące trwogę zabawki - parę złotych klamerek na długich łańcuszkach o drobnych, lecz mocnych ogniwach.
Różyczka znała już takie klamerki i oczywiście lękała się ich. Natomiast łańcuszki... były dla niej prawdziwym wstrząsem. Przypominały smycze i miały niewielkie skórzane uchwyty.
Posługacz dotknął jej ust na znak, że ma zachować milczenie, musnął dłonią prawy sutek, następnie zacisnął na piersi złotą klamerkę w kształcie muszli małża. Wnętrze klamerki wyłożono futerkiem, ale jej uchwyt był mocny. Różyczka odniosła wrażenie, jakby ten nagły dotkliwy uścisk rozlał się na całe jej ciało.
Posługacz zapiął w podobny sposób drugą klamerkę, pochwycił oba łańcuszki i szarpnął za me. Tego właśnie Różyczka obawiała się najbardziej. Pociągnięta brutalnie do przodu, jęknęła mimo woli.

[dekorowanie niewolników]


Pośrodku ogrodu stała lśniąca, pięknie wyrzeźbiona figura z brązu, zapewne przedstawiająca jakiegoś bożka, z nogami zgiętymi w kolanie, ramionami wyciągniętymi na boki i głową odchyloną do tył w porywie śmiechu. Z gołych lędźwi sterczał potężny fallus, a Różyczka domyśliła się natychmiast, że będzie na niego nadziana.

Omal nie roześmiała się uszczęśliwiona. Poczuła, jak sadowią ja na twardym, gładkim, nagrzanym od słońca posągu, podtrzymując tuzinami drobnych delikatnych dłoni. Penis wniknął w jej wilgotną szparkę, a ona oplotła bożka udami i objęła go za szyję. Fallus wypełnił ją szczelnie i dźgnął silnie w ujście macicy, śląc w głąb jej ciała nowe dreszcze rozkoszy. Różyczka zacisnęła szparkę na tym drągu z brązu i zaczęła kołysać się rytmicznie, czując, jak narasta w niej nowy orgazm.

- Tak, tak! - pojękiwała do twarzy wpatrzonych w nią z zachwytem. Odrzuciła głowę do tyłu. - Całujcie mnie! - zawołała i łapczywie rozchyliła usta. Zareagowały natychmiast, jakby rozumiały jej język. Wargi odnalazły jej usta i piersi, znowu czuła łechczący dotyk ich włosów. Nadal zaciskając mięśniami pochwy ten członek z brązu, odchyliła się nieco, aby znaleźć się w ich ramionach; od niego potrzebowała tylko fallusa, skoro one ssały jej piersi.

Potężny orgazm unicestwił ją wreszcie, strącił w stan nieświadomości. Odruchowo wyciągała ręce do miękkich jedwabistych ramion, zarzucała je na ciepłe i gładkie szyje, zanurzała w długie delikatne włosy.
Pławiła się we własnym upojeniu i szczęściu.

[Różyczka gwałcąca posąg w haremie Sułtana]


W miarę jak zanurzali się głębiej i głębiej w labirynt (...) Różyczka coraz częściej dostrzegała kątem oka jakieś dziwne rzeźby ustawione w niszach po obu stronach korytarza.
I nagle zorientowała się, że to nie posągi, lecz żywi niewolnicy. (...)

Byli to mężczyźni i kobiety; tkwili w niszach milczący, na przemian to po prawej, to po lewej stronie, szczelnie owinięci od stóp do głów złocistą szatą, która odsłaniała jedynie głowę podtrzymywaną przez wysoką ozdobną obręcz oraz genitalia w całej pozłacanej okazałości.

Różyczka spuściła oczy, starając się złapać oddech, ale to było silniejsze od niej; mimo woli znowu podniosła wzrok. Teraz widziała ich wyraźniej: skrępowanych mężczyzn ze złączonymi nogami i wypiętymi do przodu członkami oraz skrępowane kobiety z szeroko rozsuniętymi, okrytymi długą szatą nogami i obnażoną płcią.

Wszyscy trwali w bezruchu; wysokie złote obręcze na ich szyjach były przytwierdzone do ściany solidnym prętem. Część zdawała się spać z zamkniętymi oczami, inni mimo lekko uniesionych głów wpatrywali się w podłogę. (...)
Wszyscy byli pomalowani na złoty kolor. (...)

Teraz widziała wyraźnie, że wszyscy mają ręce splecione na plecach, pozłacane sutki wystawione na pokaz oraz tu i ówdzie ściśnięte klamerkami, a włosy zaczesano im do tyłu, aby uwydatnić uszy zdobione klejnotami. (...)

Znaleźli się przed parą drzwi i Różyczka doznała szoku na widok niewolników przywiązanych do drzwi. Oboje byli zupełnie nadzy. Złote paski na czołach, nogach, w talii i na szyi, na kostkach nóg i nadgarstkach przytrzymywały ich płasko na podłodze, z szeroko rozwartymi kolanami i złączonymi podeszwami stóp. Ramiona były przywiązane wysoko nad głowami, twarze wyrażały stoicki spokój, oczy były spuszczone, w ustach tkwiły artystycznie ułożone kiście winogron i liści, pociągnięte złota farbą podobnie jak ich ciała. Niewolnicy przypominali raczej posągi niż żywe istoty.

[Żywe posągi w pałacu Sułtana]


To straszne być tak śliczną, gdy gryzie cię smutek, pomyślała Różyczka. Uroda i smutek nie powinny iść w parze.

[Filozofia Różyczki]


- A więc powiem ci prawdę - wykrztusiłem mimo uścisku w gardle. - Uwielbiam te krzyże!
- W takim razie dlaczego prowokowałeś mnie wczoraj, kiedy chciałem cię dosiąść? Miałem wrażenie, że jesteś gotów na wszystko, byle tylko tego uniknąć.
Wzruszyłem ramionami.
- Po prostu byłem zmęczony. Tak jak i teraz. A na krzyżach można wypocząć. (...)
- Trzęsiesz się ze strachu i wiesz o tym - powiedział. (...)
- To prawda - przyznałem. (...) - I chyba właśnie dlatego uwielbiam to tak bardzo.

[Laurent wyznaje, że lubi się bać]


- Możesz zrobić z niego użytek, jeśli chcesz - zaproponował Laurent. - Możesz go nawet wychłostać, jeśli uważasz, że tego potrzebuje.
Roześmiała się. Jeszcze nigdy nie chłostała niewolnika i tak naprawdę nie miała na to ochoty. Chociaż... może...

[Różyczka zastanawia się czy miałaby ochotę kogoś wychłostać]


- Brak mi odwagi, Kapitanie - powiedział.
- Nie, Tristanie - odparł tamten bez uśmiechu. - Brak ci uprzęży i wędzidła, i surowej dyscypliny. Musisz wiedzieć coś o byciu konikiem. Jest to nie tylko element niewolnictwa, lecz styl życia.

[Kapitan Straży o byciu konikiem]


Biedna kochana Różyczka, na zawsze już skazana na życie zgodne z nakazami przyzwoitości.

[Laurent martwi się o biedną Różyczkę]


Wasza Wysokość; przynoszę smutną nowinę: twój ojciec zmarł i ty, panie, jesteś teraz nowym władcą swego królestwa. Umarł król, niech żyje król!
- Niech to diabli! - szepnąłem. - Zawsze był z niego nielichy szubrawiec! Ale sobie wybrał moment na wydanie ostatniego tchnienia!

[Laurent 'cieszy się' z odzyskanej wolności]


- I będziemy żyli wiecznie szczęśliwi - powiedziałem. Znowu zacząłem ją całować. - Tak głoszą bajki.
- Wiecznie szczęśliwi - odparła. - A nawet, jak sądzę, znacznie szczęśliwsi, niż przypuszczają inni.

[Happy end Królewny]