Wampir Vittorio: cytaty
tłum. Lesław Maciński
We Florencji zakochałem się w chwili, gdym dzieckiem będąc, zobaczył ją po raz pierwszy. Cosimo Starszy prowadził naonczas swój potężny Banco Medici, troszcząc się oń osobiście, choć był najmajętniejszym człowiekiem w Europie.
W domostwie Cosima Mediciego rezydował wielki rzeźbiarz Donatello, wykuwający swe dzieła z marmuru i brązu. Mieszkali tam nadto rozliczni malarze i poeci tudzież badacze magii wraz z adeptami sztuki muzycznej. Prześwietny Brunelleschi - twórca kopuły największej z florenckich świątyń - wznosił podówczas kolejną katedrę, ponownie na zlecenie Cosima. Michelozzo zaś trudził się nad przebudową klasztoru św. Marka, przystępując zarazem do pracy nad pałacem dla Cosima, rozsławionym później jako Palazzo Vecchio. Dla najsłynniejszego z Medyceuszy przeczesywano też zakurzone biblioteki całej Europy w poszukiwaniu klasycznych ksiąg Greków i Rzymian, by przekładać je potem na nasz włoski język ojczysty, odważnie wybrany przez Dantego na tworzywo jego Boskiej komedii.
[Vittorio o Florencji swoich czasów]
Wedle mnie każdy z nas - ludzie i wampiry, słowem: wszystkie istoty zdolne do uczuć i płaczu - cierpi wskutek pewnego przekleństwa. Otóż i ono: dysponujemy wiedzą, której ciężar nas przerasta, i nie możemy uczynić nic, absolutnie nic, aby oprzeć się jej sile i związanym z nią pokusom.
[Vittorio]
Pobiegłem z powrotem do kaplicy. Chwyciłem głowy Bartoli i Mattea, usiadłem, złożyłem je na kolanach i zapłakałem.
Te odcięte głowy wyglądały jak żywe - oczy ciągle błyszczały, usta poruszały się, jakby bez skutku próbowały cos powiedzieć (...)
O świcie, gdy światło słoneczne wsączyło się nagle przez drzwi kaplicy, kiedy ognie przygasły, gdy ptaki rozśpiewały się, jakby nic zgoła się nie wydarzyło, niewinne główki Bartoli i Mattea wyzionęły ducha. Umknęło z nich wszelkie życie, a wraz z nim nieśmiertelne dusze tych dzieci - jeśli nie stało się to w chwili, gdy szabla odcięła te głowy od ciała.
[Vittorio rozpacza nad zwłokami swojego rodzeństwa]
Jej twarz znajdowała się ledwie cal od mojej. Chłodną i gładką dłonią chwyciła mnie za rękę, którą trzymałem kurczowo na rękojeści szabli. Jej powieki musnęły mnie w policzek, a usta pocałowały w czoło.
Pomimo całego wewnętrznego oporu ogarnęło mnie uczucie słodyczy. Towarzyszyła temu fala emocji złych i mściwych (...)
Próbowałem wyswobodzić się z uścisku, lecz jej dłoń dalej mnie mocno przytrzymywała. Kiedy zaś chciałem wyciągnąć spod siebie rękę, Urszula złapała mnie za nadgarstek, a następnie pocałowała.
Poczułem upajający zapach perfum, którego już wcześniej dane mi było zaznać, a dotyk jej włosów na mojej twarzy i szyi przeszywał me ciało bezwstydnymi dreszczami.
Próbowałem odwrócić głowę, ona zaś łagodnie, niemal z szacunkiem przytknęła usta do mego policzka.
Całe jej ciało przylgnęło teraz do mojego. Poczułem jej pełne piersi pod kosztowną tkaniną, jej gładkie udo i dotyk języka, który zaczął lizać moje usta.
Obezwładniły mnie poniżające dreszcze - dowód rozpalającej się w mym ciele namiętności (...)
W mym oszalałym umyśle zalęgło się podejrzenie, iż owa kobieta wykorzystuje me żądze, aby uczynić mnie bezradnym - że pod wpływem silnych impulsów fizycznych stałem się jedynie ciałem, złożonym z metalowych drucików, które muszą przewodzić wlewany przez usta żar (...)
Wydawało mi się, że spadam na zalaną kwiatami łąkę (...) Obok mnie spoczywała Urszula, przygniatając swym ciałem łodygi irysów, miała rozpuszczone włosy i uśmiechała się - ujmująco, namiętnie - jakbyśmy zaznawali tu razem wzajemnego oddania zarówno ciałem, jak i duszą. Wśliznęła się na moją pierś, jakby chciała mnie dosiąść, i spoglądała na mnie z czarującym uśmiechem na swych niebiańskich ustach. Następnie łagodnym ruchem rozchyliła nogi, abym mógł się w nią wsunąć.
[Urszula uwodzi Vittoria:)]
Nagle postanowiłem zmusić się do działania, lecz zanim zdołałem się poruszyć, ona pojawiła się tu znowu: tym razem w oknie. Widziałem jej postać od pasa po schyloną głowę; wpatrując się we mnie, oderwała kawałek koronki ze swojej sukni i obnażyła przede mną białe piersi - drobne, okrągłe, położone bardzo blisko siebie i zwieńczone ciemnymi, sterczącymi sutkami. Prawą dłonią podrapała lewą pierś, tuż nad brodawką, z której natychmiast popłynęła krew.
- Wiedźma!
Podniosłem się, żeby ją chwycić, żeby ją zabić. W tym jednakże momencie Urszula przytrzymała dłonią moją głowę, a na ustach poczułem nacisk jej drobnej, lecz jędrnej piersi. Rzeczywistość ponownie rozpłynęła się jak dym na niebie i oboje znaleźliśmy się na tej samej łące, na naszej łące, w swoich namiętnych i wiecznotrwałych objęciach. Ssałem z niej mleko - jak gdyby była moją matką i mamką, dziewicą i królową, a swymi pchnięciami zrywałem z niej ostatnie płatki kwiatu dziewictwa, jakie się jeszcze w niej ostały.
[Urszula ponownie uwodzi Vittoria;))]
Na cóż ja jednak patrzyłem? Co widziałem? Zamek otoczony był przez gęsty i wysoki las, rosnący przy samych jego murach, a spoza drzew przenikały pulsujące, groźne błyski. Czymże była jednak ta niespokojna i ledwie dostrzegalna fala, która staczała się w ciemności z tego tajemniczego wzniesienia?
Czy pod osłoną nocy przemieszczały się tam jakieś stworzenia, aby przedostać się z tego odległego zamczyska do Santa Maddalany? Były bezkształtne i czarne, przywodząc na myśl wielkie ptaszyska, które posuwają się prawdzie po ziemi, lecz nie podlegają prawu ciążenia. Czy te stwory zmierzały w moja stronę? Czy mnie zaczarowano? (...)
Widziałem całe ich tuziny.
Podchodziły coraz bliżej.
Wcale nie były duże. Wcześniej myślałem inaczej, gdyż przesuwały się małymi grupkami. Teraz zaś, zbliżywszy się do miasta, stwory te rozpierzchły się, wskakując na miejskie mury, by przylgnąć do nich jak gigantyczne ćmy.
[Vittorio patrzy na 'nalot' wampirów na miasto]
raptem uzmysłowiłem sobie, iż postacie na gobelinach w tej sali to bynajmniej nie damy i jednorożce, które widziałem w poprzedniej komnacie, tylko tańczące w piekle diabły. Pod galerią, na której stałem, rozmieszczono odrażające gargulce, a na kapitelach podpierających sufit kolumn wykuto inne demoniczne stwory, tym razem ze skrzydłami.
Złe twarze wykrzywiały swe usta na wszystkich ścianach, zarówno przede mną, jak i za moimi plecami. Na jednym z wiszących niżej gobelinów nachodziły na siebie kolejne kręgi dantejskiego piekła.
[Vittoria wrażenia z pobytu na zamku Rubinowego Graala]
Młody Vittorio, zapewniam cię, że nie unosi się nad tobą żaden niewidzialny anioł. My zaś, jak wiesz, jesteśmy zawsze widzialni, sam bowiem obserwowałeś nas w najlepszych i najgorszych chwilach. Zresztą nie, w najlepszych momentach jeszcze nas nie widziałeś.
[Florian do Vittoria]
A czymże jest twoja dusza, skoro nie pragnie podgwiezdnej podróży poprzez stulecia zamiast tych krótkich lat żywota? Czymże jest twoja dusza, skoro nie pragnie szukać prawdy przez wieczność zamiast przez ten marny czas zwykłego życia?
[Florian kusi Vittoria wampiryzmem]
Miejsce to było o wiele jaśniej oświetlone niż upiorny dwór, na którym właśnie wydano na mnie wyrok. Co więcej, ten prostokątny dziedziniec okazał się bez mała innym, autonomicznym światem, obsadzonym kwitnącymi drzewami oliwnymi, pomarańczami i cytrynowcami, na których porozwieszano latarnie.
Kłębili się tam bez ładu i składu pijani chyba ludzie - niektórzy półnadzy, inni odziani, czasem nawet w drogie stroje. Wszyscy oni chodzili tu i tam ciężkim krokiem, potykając się niekiedy, albo leżeli bezwładnie na ziemi, a każdy z nich był brudny, zaniedbany, wręcz spodlony.
Wszędzie tam stały chatki, kojarzące się ze słomianymi domkami chłopskimi, drewniane szałasy, kamienne nisze i okolone treliażem ogrody. Cały ten teren poprzecinany był dziesiątkami krętych ścieżek i tworzył rozrastający się dziko chaotyczny labirynt.
[Vittorio patrzy na zagrodę]
Dokładnie za to widziałem masywne lichtarze, umieszczone przed zastępującą krucyfiks ogromną kamienną figurą upadłego anioła Lucyfera. Cała ta zastygła w marmurze postać stała w piekielnych płomieniach - paliły się zarówno długie loki szatana, jak i jego wszystkie szaty. W uniesionych w górę rękach trzymał on symbole śmierci: w prawej miał kosę, a w lewej katowski miecz.
[wyposażenie zamkowej kaplicy]
Zauważyłem, że w kaplicy pojawił się wielki krzyż, umieszczony obok ołtarza do góry nogami i przechylony w stronę balasków.
Lord Florian podniósł rękę, w której trzymał pięć ogromnych gwoździ i ruchem głowy nakazał, abym do niego podszedł.
Krzyż był przymocowany do posadzki kaplicy w taki sposób, jakby często go tutaj umieszczano. Wykonano go z twardego, masywnego, gładko wypolerowanego drewna, na którym widniały wszakże ślady po gwoździach i plamy po krwi.
Podstawę krzyża przymocowano do marmurowych balasków, przez co przyszły ukrzyżowany znalazłby się mniej więcej metr nad posadzką i widzieliby go wszyscy wierni.
[opis rytuałów 'czarnej mszy']
Aniołowie nie zwracali najmniejszej uwagi na mijających ich ludzi, ci zaś po prostu ich nie widzieli. Kłócili się zatem - dwaj aniołowie o jasnych włosach; aniołowie, których znałem; których znałem z obrazów Fra Filippa. Słyszałem teraz ich głosy.
Jeden z nich miał lokowate włosy i głowę przyozdobioną wianuszkiem z drobnych kwiatów. Pod jego karmazynową opończą widać było jasnobłękitną tunikę, obszytą złotą nitką.
Drugi z aniołów - równie dobrze mi znany jak pierwszy - miał odkrytą głowę i krótsze włosy. Pamiętałem dobrze jego złocący się kołnierz, wzorki na opończy i ozdoby na nadgarstkach.
[Vittorio widzi Ramiela i Seteusa, aniołów-stróżów Fra Filippo Lippiego:))]
Leżały tam bowiem w rządkach wampiry, larwy. Nie spały jednakże w trumnach, tylko spowite w cienkie całuny, które utkano ze złotej nitki. Każdy z tych rządków spoczywał pod jedną ze ścian krypty. Wysoko w powietrzu wisiały urywające się nagle schody.
[krypta wampirów]
Na tych cudnych terenach jest wiele łąk, najdroższy (...) A w świetle księżyca rosnące tam kwiaty będą lśnić dla naszych magicznych oczu równie pięknie, jak za dnia dla istot śmiertelnych. Pamiętaj, że księżyc do nas właśnie należy.
[Urszula do Vittoria- wampira:))]
W tej bowiem chwili każdy z tych ludzi - mężczyźni i kobiety, starzy i młodzi - otoczony był mgiełką złocącej się aury. Z każdej osoby biło światło, które układało się w kształt zgodny z sylwetką emitującego je człowieka. Cały plac mienił się teraz tym złotym światłem.
Popatrzyłem na swoje ręce, które również otoczone były przez tę lekką, eteryczną powłokę; przez tę lśniącą , duchową istność; przez ten drogocenny i nieugaszony ogień (...)
Wtedy to zrozumiałem z przerażającą jasnością, że zawsze już będę ten ogień widzieć. Nigdy nie ujrzę już żadnej istoty ludzkiej - dobrej czy też potwornej- bez oślepiających płomieni jej duszy.
[kara Mastemy dla Vittoria]
z moich boleści, z moich szaleństw, z mej namiętności wyłania się oto pewna wizja - wizja, którą zawsze w sobie noszę i którą niniejszym wam oferuję.
Jest to wizja tycząca się każdego człowieka na ziemi; wizja buchająca ogniem i pełna tajemnic; wizja, której nie mogę się wyprzeć, której nie mogę wymazać, od której nie mogę się odwrócić, przed którą nie sposób uciec.
Inni piszą o wahaniach i ciemności.
Jeszcze inni piszą o bezsensie życia i stoickim spokoju.
Ja zaś opisuję wymykającą się słowom złocistą jasność, która nigdy nie zgaśnie (...)
Powiadam wam: to światło pali się również w was. Widzę je. Widzę je w każdym z nas i zawsze będę je widzieć. Widzę je, kiedy łaknę, kiedy walczę i gdy zabijam. Widzę, jak to świtało migocze i gaśnie w moich ramionach, kiedy przychodzi mi wypić krew.
[przesłanie Vittoria:)]
|