Opowieść o złodzieju ciał: cytaty

tłum. Anna Martynow


Pomóż mi, dobry Boże. Gdzie są moi bezimienni święci? Gdzie anioły z upierzonymi skrzydłami, by zanieść mnie do piekła? Czy gdy się pojawiają, są ostatnią piękną rzeczą, jaką widzi potępieniec? Czy gdy spada w bezmiar ognia, nadal może śledzić, jak unoszą się ku niebu? Czy istnieje wtedy nadzieja na ujrzenie ostatniego błysku złotych trąb i na rozświetlenie twarzy promieniami padającymi z oblicza Boga?
Co wiem o niebie?

[Modlitwa Lestata:)]


Tak czy inaczej, strasznie spodobała mi się ta książka, a szczególnie zakończenie, kiedy Faust poszedł do nieba. Stare legendy przedstawiały zupełnie inny finał. Faust zawsze ginął w piekle. Taką końcówkę dramatu przypisałem romantycznemu optymizmowi Goethego oraz jego starości w momencie, kiedy kończył pisać ten utwór. Wszelkie prace wiekowych twórców są zawsze pełne impetu, intrygujące i warte uwagi. Tym bardziej że muzy zazwyczaj opuszczają kreatora, zanim osiągnie sędziwy wiek.

[Lestat o Fauście]


Czy istnieją jakieś wampiry, które mają takie twarze? - zapytał, wskazując mężczyzn zerkających na nas z malowidła. - Mówię o wiedzy i zrozumieniu na ich obliczach, o czymś bardziej wskazującym na nieśmiertelność niż nadprzyrodzone ciało anatomiczne zależne od picia ludzkiej krwi.

[David o obrazie Rembrandta]


Nie opuszcza mnie przekonanie, że jako młody człowiek Rembrandt sprzedał duszę Diabłu. Była to prosta transakcja. Diabeł obiecał uczynić Rembrandta najsławniejszym malarzem jego czasów. Wysyłał hordy śmiertelników, aby pozowali mistrzowi do portretów. Dał mu majątek, uroczy dom w Amsterdamie, żonę, a później kochanicę. Był pewien, że w końcu zdobędzie duszę malarza.

Jednak Rembrandt zmienił się pod wpływem paktu zawartego z Diabłem. Ujrzawszy niezaprzeczalne dowody zła, uległ obsesji roztrząsania kwestii 'Co jest dobrem?' Analizował twarze modeli w poszukiwaniu ich wewnętrznej boskości. Ku swemu zdumieniu odnajdywał iskierkę dobra nawet u niegodziwców.

Miał taki talent - a nie otrzymał go od Diabła, lecz się z nim urodził - że mógł nie tylko zobaczyć dobroć, ale również ją namalować. Dysponował odpowiednią wiedzą, potrafił za pomocą pędzla i farb przedstawić głębię ludzkiej duszy. Z każdym kolejnym portretem zaczynał coraz doskonalej rozumieć miłosierdzie i boskość człowieka. Poznał zdolność do współczucia i mądrości, wartości, które rezydują we wnętrzu każdej istoty. Im więcej tworzył, tym bardziej rozwijał swój talent. Wizerunek nieskończoności stał się bardziej subtelny, sam mistrz pedantyczny i wymagający, a każda praca pogodniejsza i wspanialsza.

W końcu oblicza, które malował Rembrandt, nie były twarzami z krwi i kości, lecz spirytualistycznymi fizjonomiami, portretami uczuć leżących pod skórą mężczyzny lub kobiety, wizjami tego, czym jest dana osoba w szczytowym momencie uduchowienia, czym może się stać.

Właśnie dlatego członkowie Cechu Tkaczy uwiecznieni na płótnie wyglądają jak najstarsi i najmądrzejsi ze wszystkich świętych.
Jednak nigdzie duchowa głębia nie jest wyraźniejsza niż w autoportretach Rembrandta. A z pewnością wiesz, że pozostawił ich sto dwadzieścia dwa. Zastanów się, dlaczego namalował tak wiele? Stanowiły osobiste pole działania. Chciał pokazać Bogu cykl postępu mężczyzny, który poprzez bliską obserwację takich jak on sam, uległ fatalnej religijnej transformacji. 'Oto moja wizja' - powiedział Rembrandt do Boga.

Pod koniec życia malarza Diabeł zaczął coś podejrzewać. Nie chciał, by jego ulubieniec tworzył tak wspaniałe dzielą, pelne ciepla i dobroci. Wierzył, że Holendrzy należą do materialistów. A tymczasem w obrazach pełnych drogich szat i cennych przedmiotów tkwi niezaprzeczalny dowód, iż ludzie całkowicie różnią się od wszystkich innych istot żyjących w kosmosie - stanowią unikatową mieszankę krwi i wiecznego ognia.

Cóż, Rembrandt cierpiał od obelg rzucanych mu przez Diabła. Stracił dom na Jodenbreestraat. Stracił kochanicę, a później syna. Jednak dalej malował, bez cienia żalu i goryczy. Wciąż wypełniał obrazy miłością.
W końcu spoczął na łożu śmierci. Rozradowany Diabeł zacierał ręce, gotów capnąć duszę artysty i ścisnąć palcami zła. Ale aniołowie i święci udali się do Boga, prosząc o interwencję.

- 'Na całym tym świecie któż dokładniej zgłębił temat dobra?' - pytali, wskazując umierającego Rembrandta. - 'Kto pokazał więcej niż ten malarz? Patrząc na jego portrety poznajemy boskość człowieka'.

I tak Bóg zerwał pakt między Diabłem a Rembrandtem. Zabrał duszę malarza, a Szatan, który niedawno został podobnie oszukany z Faustem, oszalał z wściekłości.
Cóż, pogrzebał więc życie Rembrandta w ciemnościach. Dopilnował, żeby wszelkie dane dotyczące holenderskiego twórcy zostały pochłonięte przez falę czasu. Dlatego w ogóle nie znamy prawdziwych dziejów Rembrandta i nie wiemy, jakim był człowiekiem.
Diabeł nie mógł jednak kontrolować losu malowideł. Próbował, ale nie potrafił zmusić ludzi, by je spalili, wyrzucili czy odsunęli na bok dla uczynienia miejsca nowocześniejszym artystom. W rzeczywistości wydarzyła się szalenie ciekawa rzecz. Rembrandt stał się najbardziej podziwianym ze wszystkich malarzy. Uznano go za najwspanialszego twórcę wszechczasów.

[teoria Lestata o Rembrandtcie]


Dlatego lekceważę cię, niebo! Nagle wypełniła mnie pustka. Poczułem brak słów i myśli. Wirowałem, płynąłem. I kiedy ogarnęły mnie ciemność i chłód, nie było już nic poza utratą przytomności... Zdałem sobie sprawę, że zacząłem spadać. Słyszałem świst powietrza pędzącego za mną i nawoływania innych, jak mi się zdawało. Poprzez nieznośny, zlewający się ryk dobiegł mnie wyraźnie głos dziecka.
Potem nic...

[Lestata doznania podczas próby samobójczej]


Musisz pamiętać, kim jestem - oznajmiłem. - Kiedy mi pomagasz, podajesz rękę diabłu (...)Lubię odbierać życie - odparłem, przybierając pozę atakującego tygrysa. - Jestem myśliwym jak niegdyś ty. To zabawne.

[Lestat do Davida]


sądzę, iż bardziej obawiasz się śmierci, niż chcesz przyznać. Z uporem śmiertelnika przekomarzasz się i nie winie cię za to. Może jesteś dość stary i mądry, by naprawdę wiedzieć, iż nie chcesz się stać jednym z nas. Jednak nie mów o śmierci tak, jakby miała dać odpowiedzi na nurtujące cię pytania. Podejrzewam, że jest okropna. Po prostu koniec wszystkiego, bez szansy na to, by cokolwiek wiedzieć.

[Lestat do Davida]


Bóg jest siłą kreatywną, mój przyjacielu. Podobnie jak my. Powiedział Adamowi: 'Rośnij i rozmnażaj się'. To robiły pierwsze komórki organiczne, Lestacie, rosły i rozmnażały się. Nie tylko zmieniały kształt, ale ulegały replikacji. Bóg jest siłą kreatywną. Stworzył z siebie cały świat poprzez podział komórek. To dlatego diabły są tak pełne zazdrości - mam na myśli anioły zła. Nie posiadają bowiem siły twórczej. To bezcielesne istoty, duchy. Podejrzewam, że Bóg popełnił błąd dając Adamowi równą swojej moc kreowania. Anioły prawdopodobie czują, iż wszechświat psychiczny jest wystarczająco zły ze wszystkimi replikującymi się komórkami, a co dopiero mówić o myślących, mówiących istotach, które mogą rosnąć i mnożyć się? Były prawdopodobnie rozwścieczone całym eksperymentem. I w ten sposób zgrzeszyły.(...)Bóg ma ciało. Zawsze je posiadał. Sekret życia poprzez podział komórek leży w Bogu. A wszystkie żyjące cząsteczki mają w sobie maleńkie okruszyny boskiego ducha, Lestacie, oto brakujący element, ukazujący, co chroni je przed niebytem.

[David o Bogu]


Bóg jest ogniem, a my maleńkimi płomykami; a kiedy umieramy, one wracają do Pana. Jednak najważniejszą rzeczą jest zdać sobie -sprawę z tego, że Bóg jest Ciałem i Duszą! Absolutnie. Zachodnie cywilizacje powstały na przeciwnych założeniach. Ja zaś szczerze ufam, że w naszych codziennych działaniach pamiętamy o prawdzie i ją szanujemy. Tylko w rozmowach o religii mówimy, że Bóg jest czystym duchem, zawsze był i zawsze będzie. Powiem ci. czym był wielki wybuch, Lestacie. Wywołało go rozpoczęcie podziału komórek Boga.

[David o Bogu]


Religia jest prymitywna w swoich logicznych konkluzjach. Wyobraź sobie doskonałego Boga pozwalającego na egzystencję diabła. Nie, to po prostu nie miałoby sensu.

[David]


(...)idealnie zły Diabeł ma jeszcze mniej sensu niż idealnie dobry Bóg. Wyobraź sobie, że Diabeł nigdy się niczego nie nauczył w ciągu tego czasu, nigdy nie zmienił poglądów. Taki pomysł obraża nasz intelekt.

[David]


Nikt nie dostąpi całkowitego odkupienia. Każdy jest po prostu częścią boskiego planu. Diabeł to duch, któremu wolno kusić ludzi. Nie aprobuje ich ani całego eksperymentu. Ujrzyj prawdziwą naturę Upadku Diabła. Szatan nie sądził, by pomysł Najwyższego się powiódł. Jednak kluczem, Lestacie, jest zrozumienie, że Bóg to materia! Bóg jest fizyczny, jest Panem Podziału Komórek, a Diabeł czuje odrazę do wzięcia udziału w nie kontrolowanym podziale komórek.

[David o Bogu]


Nie mamy znać odpowiedzi. Nie dowiemy się, czy nasze dusze podróżują z ciała do ciała w procesie reinkarnacji. Nie zrozumiemy, czy Bóg stworzył świat. Czy jest Allachem, Jahwe, Sziwą czy Chrystusem. Nasze wątpliwości zostały tak samo zaplanowane jak poznanie. Wszyscy jesteśmy Jego głupcami.

[dywagacje Lestata]


Wydawało się, jakby moja wspaniała, długa egzystencja była od tamtych dni koszmarem, nocnym majakiem pełnym gigantów, potworów i strasznych masek pokrywających twarze istot, które nachodziły mnie w wiecznej ciemności. Trząsłem się i szlochałem.
Być człowiekiem, pomyślałem. Być znowu człowiekiem

[Lestat o swoim chciejstwie bycia człowiekiem]


Lestacie, nie staniesz się zwykłym śmiertelnikiem, wskakując w ludzkie ciało! Nie byłeś nim nawet za życia! Urodziłeś się potworem i doskonale o tym wiesz.

[Louis do Lestata]


Zawsze chcesz zwyciężać - kontynuował. - Nigdy się nie poddajesz. Jednak tu nie ma drogi do zwycięstwa. Jesteśmy teraz w czyścu. Ty i ja. Możemy jedynie cieszyć się, że to nie piekło.

[Louis do Lestata]


Im więcej się uczymy, tym więcej wiemy. Nie ma zwycięstw. Czyż nie wystarczy znaleźć oparcia w naturze, robić to, co musimy, żeby przetrwać i nic poza tym?

[Louis do Lestata]


Czasami przerażasz mnie do tego stopnia, że rzucam w ciebie kijami i kamieniami. To głupie. Cieszę się, gdy cię widzę, ale boję się do tego przyznać. Przechodzi mnie dreszcz na myśl, iż naprawdę mogłeś skończyć ze sobą na pustyni! Nie zniósłbym nawet myśli o egzystencji bez ciebie! Rozwścieczasz mnie! Dlaczego nie naśmiewasz się z moich słów? Robiłeś to wcześniej.

[Louis do Lestata]

Zwyciężę - odparłem, siląc się na uśmiech. Potem wzruszyłem ramionami. - Czyżbyś do tej pory nie zauważył, że ja zawsze zwyciężam?

[Lestat do Louisa]


Tak, dosięgamy szalejącego chaosu, wyszarpujemy jakąś błyszczącą rzecz, przywiązujemy się do niej i mówimy sobie, że ma znaczenie, a świat jest dobry, my nie jesteśmy źli i wszyscy w końcu wrócimy do domu.

[Lestat]


zachowywałem się jak doskonały tchórz, a nie jak heros ciemności, za jakiego się uważałem. W zasadzie nie wierzę, żebym był bohaterem dla świata. Jednak dawno temu postanowiłem żyć w taki właśnie sposób, stawić czoło wszelkim trudnościom, które napotykam, gdyż są one moim nieuniknionymi kręgami ognia.

[Lestat po zamianie ciał]


Oto pogrążam się w przemyśleniach, podczas gdy sądziłem, że będę się świetnie bawił! Ach, myślałem, iż zanurzę się w uczuciach, wspomnieniach, odkryciach, a teraz wszystko co robię, to zastanawiam się, jak przetrwać najbliższe godziny!.

[Lestat o doświadczeniach człowieka]


Czyżby życie śmiertelnika nie było niczym więcej niż nieustającą walką, zbiorem problemów i strachem? Czyż nie tego doświadczała większość ludzi? Czyż nie takie przesłanie niosły dzieła współczesnych pisarzy i poetów... że tracimy życie koncentrując się na błahostkach? Czy nie taki był tragiczny stereotyp?

[Lestat]


Jesteśmy śmiercią, ma cherie. Śmierć to ostateczna odpowiedź.(...)Nie zadawaj już żadnych pytań.

[Lestat do Klaudii]


Jeśli prawda mnie nie zbawi, nic tego nie dokona.

[Lestat]


Uczyniłeś mnie morderczynią mych braci i sióstr. Moje grzechy biorą swój początek w owym momencie, w którym sięgnąłeś po mnie i uniosłeś z łóżeczka.

[Klaudia do Lestata]


Czymże, do diabła, jest moralność? Sranie, sikanie, jedzenie i w kółko Macieju! Czy oglądanie blasku słońca było tego warte? Nie, to za mało, żeby za to umrzeć.

[Lestat ma dość bycia człowiekiem:)]


Może po prostu łatwiej mi całą winę zrzucić na ciebie. Widzisz, tak naprawdę nigdy nie potrafiłam odróżnić dobra od zła.

[Klaudia do Lestata]


Tylko w ten jeden sposób diabeł może przynieść ludziom pożytek(...) Ukazując się im jako wcielenie zła. Chyba że uwierzymy, iż postępując niegodziwie postępuje szlachetnie, ale idąc tą drogą można by zrobić potwora z samego Boga. Diabeł jest tylko częścią boskiego planu.

[Lestat do Gretchen]


To nie ja dałem temu początek. Nie ja stworzyłem świat! To zło istniało zawsze. Przyczajone w mroku, chwyciło mnie w szpony i wciągnęło w swoje królestwo. Robiłem tylko to, co musiałem! Nie śmiej się ze mnie, proszę, nie odwracaj głowy. Nie stworzyłem zła! Nie ja powołałem do życia Wampira Lestata!

[Lestat do Klaudii]


Usiłowanie zrozumienia Boga(...) można zinterpretować jako grzech pychy lub brak wyobraźni. Lecz wszyscy potrafimy rozpoznać cierpienie. Wiemy, jak wygląda choroba, głód, ucisk. Próbuję zmniejszyć wymiar tych nieszczęść. W tym tkwi właśnie siła mojej wiary.

[Gretchen do Lestata]


Nie ma dla nas miejsca na ziemi(...)Może kiedyś było, nie wiem. Sam fakt naszej egzystencji nie daje wystarczającego usprawiedliwienia. Myśliwi doprowadzili do zagłady wilków. Sądziłem, że jeśli ujawnię nasze istnienie, łowcy doprowadzą w podobny sposób do zagłady naszego gatunku. Lecz nie miało się tak stać. Moja krótka kariera była jedynie pasmem złudzeń. Nikt w nas nie wierzy. I tak właśnie musi być. Niewykluczone, iż pisana jest nam śmierć z rozpaczy, iż znikniemy z tego świata powoli i bez jęku.
Tylko że ja nie potrafię się z tym pogodzić. Nie mogę siedzieć cicho, być niczym, spokojnie cieszyć się życiem i patrzeć na wszystkie dzieła i osiągnięcia człowieka, nie mając w nich swojego udziału. Nie chcę być tylko samotnym Kainem. Prawdziwe życie to właśnie działania śmiertelnych ludzi. Tymczasem świat nie jest urządzony zgodnie z naturalnym porządkiem. Gdyby tak było, może nie czułbym się równie źle jako nieśmiertelny. Chodzi mi o to, co stworzyli ludzie. Mam na myśli Rembrandta, pomniki wielkich miast okryte śniegiem, wspaniałe katedry. Nam na całą wieczność została odebrana możliwość kreacji, i nie bez słuszności, a mimo to oglądamy efekty tworzenia naszymi wampirzymi oczami.

[Lestat do Gretchen]


Czy to było zjednoczenie? Czy w owej rozkrzyczanej ciszy naprawdę należeliśmy do siebie?
Nie sądzę. Wręcz przeciwnie, zdało mi się raczej brutalnym rozdzieleniem: dwie odrębne istoty, rzucone sobie w ramiona w niezdarnym uniesieniu, w zaufaniu i niepewności; niezdolne poznać i pojąć, co się dzieje w duszy partnera. Słodycz miłosnego aktu równie straszliwa jak jego nietrwałość; żar namiętności równie potężny co ból osamotnienia.

[Lestat o seksie:)]


Liczą się tylko drobne uczynki. Oczywiście, choroby i cierpienie nie znikną, kiedy ja odejdę. Ale najważniejszy jest fakt, że robię wszystko co w mojej mocy. W tym jest moje zwycięstwo i moja próżność, moje powołanie i grzech pychy. To właśnie mój indywidualnie pojmowany heroizm.

[Gretchen]


Bóg może istnieć albo i nie, ale cierpienie istnieje z całą pewnością. Jest absolutnie rzeczywiste i niezaprzeczalne. I z tej realności wynika właśnie moje zaangażowanie, jądro mojej wiary.

[Gretchen]


Śnimy o lataniu, być może dlatego, iż zapamiętaliśmy je z czasów, gdy zanim się jeszcze narodziliśmy, egzystowaliśmy w niebiańskim królestwie. Lecz żyjąc na ziemi, nie potrafimy już tego pojąć

[Lestat o naturze latania]


po raz pierwszy zdałem sobie w pełni sprawę, iż sen o śmiertelnym życiu okazał się kłamstwem. Nie dlatego żebym nie dostrzegał magicznego czaru ziemskiej egzystencji, wątpił w cudowność dzieła stworzenia czy fundamentalne dobro świata. Lecz dlatego, że uważałem swą nadprzyrodzoną moc za coś z gruntu naturalnego i nie uświadamiałem sobie nawet, jaką mi daje przewagę. Nie potrafiłem docenic faktu posiadania niezwykłych zdolności, którymi mnie obdarowano. A teraz chciałem je dostać z powrotem.

[Lestat o swoim chciejstwie bycia człowiekiem]


Gdy rzuciłem niebiosom ostatnie spojrzenie i uświadomiłem sobie, iż resztki światła rozpierzchły się bez śladu, serce moje ogarnął chłód. Lodowaty dreszcz przebiegł ciało. Ale nie potrafiłem żałować utraty jasności dnia. Nie mogłem. Całą swoją potworną duszą pragnąłem odzyskać potęgę wampira. Lecz ziemski świat zdawał się żądać ode mnie czegoś więcej- bym opłakiwał jego piękno, którego się wyrzekłem.

[Lestat o zachodzie słońca]


W końcu czymże jest nasz świat wobec gwiazd na górze? Zastanawiałem się co one myślą o naszej niewielkiej planecie, pełnej szaleńczych kontrastów, zbiegów okoliczności i nie kończącej się walki, o zwariowanych cywilizacjach zaludniających jej powierzchnię i bazujących nie na woli , wierze czy społecznych ambicjach, lecz na jakiejś właściwej milionom sennej umiejętności ignorowania ludzkich tragedii i nie kończącego się nurzania w szczęśliwości(...)tak jakby szczęście było dla wszystkich ludzi równie naturalne co głód, senność, upodobanie do ciepła czy strach przed zimnem.

[ostatnie chwile Lestata na statku]


Czasem wydaje się , że światło potrafi przemienić wszystko! Że jest ono niezaprzeczalną i niemożliwą do pomniejszenia metaforą wdzięku.

[Lestat w dżungli]


Nie możemy powstrzymać samych siebie przed czynieniem piękna. Tak jak nie możemy powstrzymać przed tym całego świata.

[Lestat w dżungli]


Od czasu gdy po raz pierwszy do mnie przyszedłeś, zawsze kiedy patrzyłem w twoje oczy, słuchałem twojego głosu albo nawet myślałem o tobie, cierpiałem. Był to ból powiązany ze śmiertelnością, ze zdaniem sobie sprawy z własnego wieku i wynikających z niego ograniczeń.

[David do Lestata]


W ciągu tych ostatnich kilku dni czuliśmy się sobie bliscy, ponieważ oboje byliśmy śmiertelnymi ludźmi. Oglądaliśmy to samo słońce i ten sam zmierzch, czuliśmy to samo przyciąganie ziemi pod stopami(...)Ale to wszystko minęło. Ty masz swoją młodość i oszałamiającą radość, która towarzyszy cudowi. Ale ja wciąż widzę śmierć, kiedy patrzę na ciebie, Davidzie. Widzę kogoś , kto idzie w słońcu i czuje oddech śmierci na karku. Wiem teraz, że nie mogę być twoim towarzyszem, a ty nie możesz by moim. Sprawia mi to po prostu zbyt wiele bólu.

[Lestat do Davida]


Tak, krew raz jeszcze, kiedy nie ma nic innego, kiedy świat w całym swoim pięknie wydaje się pusty i bez serca, a ja sam czuję się kompletnie zagubiony. Dajcie mi moją stara przyjaciółkę, śmierć, i jej towarzyszkę krew. Wampir Lestat jest tutaj, spragniony, i dzisiaj, ze wszystkich nocy, nie spocznie, dopóki nie zostanie zaspokojony.

[Lestat]


Ból jest głębokim, ciemnym morzem, w którym zatonąłbym, gdybym nie żaglował swym stateczkiem tak pewnie po jego powierzchni- stale w kierunku słońca, które nigdy nie wzejdzie.

['dumki' Lestata]


Powiedziałeś mi, mój drogi stary przyjacielu i kochanku(...) że tak naprawdę nie chciałem być człowiekiem. Że to był jedynie sen zbudowany na fałszu, głupiej iluzji i dumie.

[Lestat do Louisa]


Wiedziałem , że ta świeca jest dla mnie.(...)Za wszystkie te istoty, i za szatana stojącego teraz tutaj, ponieważ kochał on świece i uwielbiał czynienie światła ze światła. Bowiem nie było Boga, w którego by wierzył, ani Królowej Niebios, ani żadnych świętych.
Bowiem powściągał pełen goryczy gniew i nie unicestwił swego przyjaciela.
Bowiem czuł się samotny, bez względu na to, jak blisko znajdował się ów przyjaciel. I dlatego że wróciło do niego szczęście, jak gdyby było chorobą, której już nigdy w pełni nie przezwycięży- figlarny uśmiech już igrał na wargach, pragnienie domagało się swoich praw, a żądza pchała go do wyjścia w noc i włóczenia się po gładkich i błyszczących ulicach miasta.
Tak. Dla Wampira Lestata, ta mała świeca, ta cudowna, maleńka świeca, powiększona chwiejnym płomieniem do rozmiaru wszechświata! Mrugająca wśród innych płomyków jaśniejących w tym pustym kościele, długa jak noc. Miała płonąć do rana; do czasu gdy nadejdą wierni, kiedy promienie słońca wpadną przez otwarte drzwi.
Czuwaj, mała świeczko, w ciemności i słońcu.
Tak, dla mnie.

[monolog Lestata nad świeczką:)]


Żyłeś w iluzjach, które umożliwiały ci odwiedzanie mnie, rozmawianie ze mną, nawet ukrywanie mnie i pomaganie mi. Nie zrobiłbyś tego, gdybyś naprawdę wiedział, jaki byłem.

[Lestat do Davida]


Zrobiłem to, bo tak chciałem. Pragnąłem zobaczyć, co się stanie, jeżeli wejdę w ciebie, chciałem zobaczyć...Po prostu nie mogłem postąpić inaczej(...) Ja... czekałem i czekałem, ale nie mogłem tego nie zrobić. A teraz jest po wszystkim.

[Lestat o przemianie Davida w wampira]


Zrobiłeś to z okrucieństwa i podłości! Dlatego że twój mały eksperyment ze złodziejem ciał nie udał się! Bo w wyniku tego doszło do cudu ze mną, tej miłości, ponownych narodzin. Rozwścieczyło cię, że coś podobnego mogło się wydarzyć, że ja będę czerpał zyski, podczas gdy ty musiałeś cierpieć!

[David do Lestata]


Myślałem , że znalazłeś sposób by umrzeć. Że oddałeś mi swoją krew co do kropli. I że sam unicestwiasz się na moich oczach. Wiedziałem , że cię kocham. Wiedziałem , że ci wybaczam. I z każdym oddechem, z każdym nowym kolorem czy kształtem, który odsłaniał się przede mną, zyskiwałem coraz większą pewność, że chciałem tego, co mi dałeś- nowego spojrzenia na świat i życia, którego żaden z nas tak naprawdę nie jest w stanie opisać! Och nie mogłem tego przyznać. Musiałem przekląć cię i walczyć z tobą. Ale to wszystko było w końcu- króciutką chwilą.

[David do Lestata]


Chciałem rzec jej coś, gdy trzymałem medalion; pragnąłem wyznać coś istocie, jaką była, i mej własnej słabości, i temu chciwemu, podłemu potworowi tkwiącemu we mnie, który zatryumfował raz jeszcze, bo musiał. Musiał wygrać.

[Lestat]